Jak wspomniałem, było to normalne dla większości ludzi, gdyż nie dla wszystkich. Wyjątkami byli między innymi Marta z Pawłem. Związku z obecną sytuacją, nie mogli zachowywać się jak inni.
Możecie teraz pomyśleć, że ja pomyliłem się zaliczając tą parę do ludzi, gdyż przechodzą teraz przemianę w wilkołaki, więc nie są tacy jak my. Otóż mogę ich zaliczyć do nas, ponieważ przez poprzednią noc wszystkie procesy transformacji uległy cofnięciu i zaniknięciu. Nie mieli swoich długich i czerwonych pazurów, byli pozbawieni swoich czarnych, zwierzęcych nozdrzy, wrócili do swoich normalnych rozmiarów, a z ich sierści pozostał tylko lekki meszek. Jedyną rzeczą, która ich odróżniała, były długie, koloru kasztanowego włosy Pawła. Ich długość wynosiła około 8 centymetrów. Ta sytuacja nie zmartwiła chłopaka, bo jak wiemy, zawsze chciał mieć tak długie włosy.
Wracając do dziwnej sytuacji z przemianą.
Dla naszych bohaterów było to kolejne zaskoczenie w ciągu tych krótkich, lecz bardzo emocjonujących dni. Z resztą, czego mogli się spodziewać po tych wszystkich wydarzeniach, które co chwile zmieniały ich życie.
Zmartwieni całą tą sytuacją, postanowili zadzwonić przez komunikator Skype do Dobromiły, ale jak to u nich bywało, zamierzali to zrobić dopiero po zjedzeniu czwartego posiłku, mimo iż była to dopiero godzina 10:00 rano.
Gdy nasycili się obfitym posiłkiem składającym się z 30 kanapek z ich ulubionym miodem, mieli wziąć się za połączenie. Marta znając sytuację z podsłuchiwaniem, przestraszyła się i chciała zrezygnować z połączenia audiowizualnego, więc zaczęła rozmawiać z nim o tym:
- Paweł, nie dzwońmy do Niej, proszę – każdy bardziej rozgarnięty człowiek, słysząc jej głos, zdał by sobie sprawę, że jest ona czymś przestraszona, więc Paweł też to od razu wyczuł.
- Czego się obawiasz kochanie? - zapytał się z wielką troską, przytulając ją w międzyczasie do swojego ciała.
- Pamiętasz to, co Ci mówiłam kochanie o inwigilacji.
- Tak pamiętam, ale wiesz przecież, że ja z tym dziadostwem mam do czynienia od dawna – Spodziewał się takiej reakcji ukochanej i chciał ją uspokoić. Czekał co powie dalej.
- No tak, tak, ale czy da się to jakoś obejść, aby nas nikt nie zlokalizował lub podsłuchał?
- Oj nie wierzysz we mnie kotku, oczywiście że się da i ja nawet to potrafię - puścił tutaj oczko do Niej, a następnie pocałował ją długim, subtelnym całusem.
- No oczywiście - odwzajemniła jego pocałunek - że wierzę w Ciebie.
- No i od razu lepiej - swoją rękę przesunął po jej plecach od szyi, aż po pas, na co Marta zareagowała głębokim westchnieniem.
- Musisz mi opowiedzieć o tej organizacji.
- Okej, ale jak zadzwonimy, dobrze? - chłopak chciał odwlec jak najdłużej w czasie tą rozmowę, ponieważ musiał zastanowić się co może powiedzieć, a co musi zachować w tajemnicy przed nią.
- Dobrze - Marta zrobiła tutaj smutną minę.
- Oj nie martw się, opowiem Ci wszystko – oczywiście to co zaplanuje powiedzieć.
- Okej - na jej twarzy zagościł uśmiech, na co Paweł odpowiedział pieszczeniem jej ciała między innymi całowaniem jej po brzuchu w miejscach, gdzie doskonale wiedział, że ma ona gilgotki. Miał ułatwione zadanie gdyż Marta, prócz bielizny nie miała nic na swoim ciele i tak już zostało do końca dnia.
- Paweeeełł! - nie mogła powstrzymać się od śmiechu - przestań, proszę Cię. Zrobimy to gdy zadzwonimy.
- Ah, ale ty lubisz stosować moje metody - na jego twarzy wyrysowało się zażenowanie.
- A jak by inaczej - wynagrodziła go pocałunkiem - a teraz dzwońmy.
- No to oddawaj netbook-a - na te słowa jego ukochana z wielkim uśmiechem podała swój komputer, kojarząc jego słowa z popularnym memem programu kulinarnego.
Obudowa tego urządzenia była koloru czarnego, a na środku tyłu ekranu można było dostrzec srebrne logo producenta. Ogólnie komputer był nieźle zniszczony, co sugerowało, że brał on udział w sytuacjach ekstremalnych. Uszkodzenia próbowała maskować naklejkami Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy, Jestem z Gdańska i innych bliżej nie znanych logotypów.
- Kochanie moje najśliczniejsze, powiedz mi, co ty z nim robiłaś? Rzucałaś nim o ściany, o podłogę, drapałaś nożyczkami czy może jeszcze z nim do lasu wychodziłaś – nie mógł zrozumieć, jak można tak nie dbać o sprzęt.
- Może. Nie zajmujmy się jego wyglądem, tylko dzwońmy w końcu.
- Okej.
- Nie no żartowałam, zaliczył kilka uderzeń w ścianę, ale ważne że działa.
- No wiem, wiem, znam się trochę na tym. Dobra, weźmy się do roboty - po tych słowach wyciągnął z kieszeni pendrive, gdzie miał LiveCD potrzebnej mu dystrybucji Linux-a, w tym wypadku Fedorę. Uruchomił w kilka sekund zawarty na nośniku niekomercyjny system i a po kolejnych sekundach ukazała się konsola (czyt. czarne okno z możliwością wpisania tekstu). W tym momencie Paweł, jakby odłączył się od świata rzeczywistego i jego nowym środowiskiem życia były kolejno wpisywane linijki kodu, nieznane i niezrozumiałe dla zwykłego śmiertelnika. Nawet głaskanie go po plecach przez Martę, nie potrafiło wyrwać jego z tego informatycznego transu. Po jakiś 5 minutach nagle powrócił do rzeczywistości i oświadczył, że w tej chwili zabezpieczył połączenie i można spokojnie dzwonić, nie obawiając się jakichkolwiek służb. Marta nie mogła wyjść z podziwu dla chłopaka, lecz nie miała nawet czasu tego okazać, gdyż program Skype wybierał użytkownika o nick-u, jakże ironicznym: tajemnicza-staruszka...
~
- Witajcie - po pomieszczeniu rozległ się głos Dobromiły, pochodzących z niezbyt dobrych głośników komputera - widzę, że przemiana postępuje zgodnie z planem.
- Czy ja wiem - rozpoczął Paweł - My nie jesteśmy tak do końca przekonani, gdyż nasza transformacja zaszła już dosyć daleko, lecz ostatniej nocy cofnęła się do poziomu, który Pani widzi.
- Po pierwsze mówcie mi po imieniu.
- Dobrze - odpowiedzieli w tym samym czasie Marta i Paweł, przez co oby dwoje się zaśmiali.
- Widzę, że jesteście już zgodni i pozytywnie nastawieni do tego co Was czeka, więc przejdę do sedna: w waszym przypadku taka cofająca przemiana jest normalna.
- W naszym przypadku? - tym razem zapytanie padło z ust Marty, na których nadal widniał uśmiech.
- Mówię w waszym przypadku, ponieważ jak już kiedyś wspomniałam, jesteście wyjątkowi, a że jesteście tacy, więc wszystko może odbiegać od norm.
- Czyli coś jeszcze może nam odbić od normy?
- Dokładnie. - staruszka wzięła głęboki oddech - Na szczęście odbieganie od normy jest dla Was dobre. Dzięki temu w przyszłości będziecie nieprzewidywalni i silni.
- Aha.
- Jak już pewnie słyszeliście, wilkołaki tworzą stada. Wy też je stworzycie, pomimo faktu, że ta postać będzie tylko jedną z wielu, chociaż bardzo przydatną. Jest jedno ale: alfą u Was będziesz zarówno ty Pawle, jak i Marta.
- Widzisz kochanie, nawet władzą będziemy musieli się dzielić - można było wyczuć w głosie dziewczyny nutkę dominacji złośliwości wobec swojego partnera.
- Oczywiście Marto - przytaknął jej twierdząco.
- Widzę, że wszystkie współczesne magiczne stworzenia są zgodne.
- A właśnie - głos zabrał chłopak- Kim ty staruszko ogólnie jesteś?
- Ja jestem jedną z ostatnich czarownic, oczywiście tych dobrych, bo tylko one pozostały.
- Dobrze, ale skąd ty wiesz, że to akurat my jesteśmy Ci, którzy mają coś odmienić - Paweł już dawno chciał zadać to pytanie, lecz zabrakło mu wcześniej odwagi. Teraz jednak chciał znać odpowiedź.
- Z pism, których treść nie mogę na tą chwilę ujawnić, wynika z nich, że Wy nimi jesteście i kiedy się spotkamy, abym mogła wypełnić zadanie. A moim zadaniem jest pomóc Wam i wspierać na każdym kroku, w Waszej trudnej drodze.
- Okej rozumiemy, a dlaczego to akurat my zostaliśmy wybrani w tych pismach, i skąd bierze się Nasza moc, nasza przyszłość?
- Tak szczerze, nie wiem.
- A teraz ja mam pytanie - rzekła Marta - Powiedziałaś, że jesteś jedną z ostatnich. A co z pozostałymi?
- Czarownic, łącznie ze mną jest siedem, rozsiane są po całym świecie . Ogólnie liczba magicznych stworzeń wynosi od jednego do maksymalnie dwudziestu z danego rodzaju. Marto ty wiesz, że w Gdyni mieszka ostatni wampir na świecie, który i tak niedługo umrze. Jest jeszcze kilka magów, po dwóch zmiennych i goblinów, no i dwudziestu wilkołaków. W tej chwili ośmiu jest zamieszkuje tereny Polski: dwóch na Kujawach, dwóch w Olsztynie, no i czterech w Trójmieście, czyli Ty, Paweł, twoja przyjaciółka, no i jej chłopak.
- Darek jest wilkołakiem? - zdziwiła się faktem, że chłopak jej najlepszej przyjaciółki jest taki sam jak one. Tylko czemu one nie wyczuły tego, przynajmniej z jego zachowania.
- Tak. Oni na wzajem nie wiedzą o swoich naturach, lecz to już nie potrwa długo.
- To znaczy 28 grudnia? - zapytał Paweł, gdyż zawsze analizował dokładnie wszystko, więc i to było dla niego oczywiste.
- Tak.
- Czemu ogólnie jest tak mało magicznych stworzeń?
- Bo w XVII wieku odbyła się wojna między nami, a tropicielami. Wybili oni większość ras, lecz udało się nam w końcu pokonać i wymordować. Niestety coś się stało złego, co zniszczyło równowagę świata. Od tego czasu magia rzadko przechodziła na kolejne pokolenia. Ja sama miałam wiele dzieci, które zmarły, gdyż byli tylko zwykłymi ludźmi.
- Może się powtórzę z tym co mówiłem Ci w listopadzie, ale wolę zrobić to jeszcze raz, zwłaszcza że wtedy walnąłem tą gafę: przepraszam Cię i współczuje.
- Dzięki jeszcze raz Paweł, ale ja, żyjąc 300 lat przyzwyczaiłam się już.
- Dużo, dużo. O właśnie, wracając do listopada. Skąd wiedziałaś, że ja z Martą zakochamy się w sobie nawzajem? - w tym momencie Marta spojrzała dziwnie na Pawła, gdyż nic on o tym nie mówił.
- Paweł, nic mi nie mówiłeś – była na Niego wściekła, że nie powiedział jej o tym. Dzięki temu mógł lepiej się przygotować.
- Przepraszam, zapomniałem.
- No to ładnie - dziewczyna już obraziła się na niego.
- Marta, daj mu spokój. - usłyszała od staruszki czarownicy - Ty się chłopakowi dziwisz, jeśli jego życie zostało odwrócone do góry nogami w ciągu chwili, zwłaszcza w listopadzie.
- No rzeczywiście masz rację, przepraszam Cię mój ukochany - mówiła to ze skruchą w głosie, po czym czule objęła ciało chłopaka.
- Przeprosiny przyjęte - rzekł z poczuciem ulgi Paweł - Wracając....
- Nigdzie nie jest zapisane o Waszej miłości, ja po prostu to wyczułam.
- Aha, okej - rzekli razem.
- Niestety, ja muszę już znikać. Co do przemiany: nie martwcie się nią, gdyż prawdziwa nastąpi dopiero w pełnię, a w tej chwili tylko wasze ciała dostosowują się do nowej roli.
- Dobrze wiedzieć, dziękujemy Ci za pomoc i teraz i w listopadzie - w głosie tego młodego mężczyzny można było wyczuć wzruszenie.
- Nie ma za co. Trzymajcie się. A i bym zapomniała: dobrze zabezpieczyłeś nasze połączenie. Jak widać szkoleniowcy nie zawiedli mnie.
- Co? Skąd to wiesz?
- Ups, za dużo powiedziałam. Do usłyszenia.
- Ale.... - Paweł niestety nie już mógł nic powiedzieć, ponieważ po bunkrze rozległ się dźwięk Skype, który oznaczał zerwanie połączenia.
~
Od rozmowy ze staruszką minęła już ponad godzina. Pawłowi nie mogły dać spokoju ostatnie słowa kobiety. Dla każdego, jej wypowiedź nie wywoływała by żadnych podejrzeń, lecz nie dla naszego bohatera. Wyczuł coś dziwnego, coś jakby wspólnego co wiązało dwie sprawy. On sam wiedział, że lubi mieć zawsze racje, więc zaczął analizować w jaki sposób natknął się na organizację. Przypomniał sobie wydarzenia z połowy stycznia. Był wieczór. Jak zwykle o tej porze siedział przy komputerze, tworząc pomału swoją stronę internetową, o dzielnicy w której mieszkał i na jej punkcie miał dużego fioła. Słuchał też w tym czasie muzyki. Nagle bez powodu jego komputer uległ zawieszeniu, mimo iż był to sprzęt mający zaledwie rok. Pomimo "zawiasu" muzyka grała normalnie. Chłopak próbował przywrócić go do stanu użytku, lecz nawet klawisz reset nie chciał zadziałać, więc nie chciał pozbawić komputer zasilania, gdyż takie zachowanie mogło go po prostu zniszczyć.
Po kilku minutach, muzyka rozbrzmiewająca w głośnikach ulegała deformacji przez dziwne szumy. Niespodziewanie na ekranie w monitorze pojawił się wysoki Afroamerykanin i po chwili mógł usłyszeć jego głos. Przedstawił się jako Black IT i mieszka w Polsce. Odniósł się do sprawy ACTA oraz opowiedział mu, o już panującej inwigilacji obywateli. Powiedział, że został on wybrany do walki z systemem i czy zgadza się na to, zapewniając mu oczywiście pełną anonimowość. Nie wiadomo czemu zgodził się i zaczął uczęszczać do upuszczonego budynku pod Gdańskiem, gdzie mógł nauczył się wszystkiego co po dzień dzisiejszy potrafi. Został wśród dwudziestu członków tej małej organizacji, najlepszym hakerem, włamując się między innymi do Pentagonu.
W tej chwili od czasu do czasu wykonywał jakieś zlecenia na rzecz organizacji. Jadąc do Otomina zauważył siedząc na komórce, 100 tys. euro na swoim koncie, ale nie ruszyło go to.
Gdy wszystko to przypominał, Marta nie przeszkadzając mu, poszła spać, gdyż poczuła się senna. Paweł po chwili zauważył, że jego partnerka śpi w swoim pokoju, więc postanowił wziąć netbook-a i zanurzyć się ponownie w linijkach kodu. Po około godzinie udało się mu wejść na serwer organizacji. Trwało to tak długo, ponieważ był on tak zabezpieczony i rozrzucony po całym świecie, że praktycznie tylko on i Black IT mogli jego rozszyfrować i uzyskać do niego dostęp.
Przez długi czas przeszukiwał go, aż w jednym pliku odnalazł kilka loginów, w tym oczywiście Dobromiły. Zaintrygowany znaleziskiem szukał dalej, aż natrafił na logo organizacji, którego nigdy wcześniej nie widział. Gdy spojrzał na swoje znamię, wszystko było już dla niego wiadomo: oby dwie rzeczy były identyczne. Dla niego wszystko ułożyło się w logiczną całość.
Po chwili ogarnął się i zobaczył w ostatniej chwili jak jego ukochana skrada się, aby go wystraszyć. Jednym ruchem złapał jej ciało i usadowił na swoich kolanach.
- Widzę kochanie, że masz refleks i jesteś bardzo szybki - Marta nie mogła wyjść z podziwu, w jaki sposób on to zrobił.
- A jakby inaczej, zawsze tak mam.
- No wiem, wiem. Ale żeby być tak czujnym, gdy coś innego się robi.
- Kochanie, to nazywa się podzielność uwagi. Mimo wykonywania czynności na komputerze, jestem w stanie wyczuwać zagrożenie. Zawsze tak miałem, a organizacja pomogła mi udoskonalić ten dar.
- No właśnie, miałeś mi o tym opowiedzieć. Zapomniałeś?
- Nie zapomniałem, właśnie jestem na serwerze organizacji – teraz mógł już spokojnie opowiedzieć o tym.
- A co ty tu ogólnie robisz, bo znów widzę wiele linijek niezrozumiałego dla mnie kodu? - zapytała się go z wielkim zainteresowaniem. Chciała wiedzieć, czym zajmuje się jej wybranek, gdyż mimo tylu informacji na jego temat, nie znała go jeszcze dobrze.
- Już Ci tłumaczę. Serwery organizacji z powodu wielu zawartych tam informacji, na przykład ściągniętych z włamań są zabezpieczone wieloma algorytmami szyfrującymi, a następnie rozbite i porozrzucane po serwerach na całym świecie, głównie w Afryce. Zabezpieczenia te powodują, że dane te są możliwe do odczytania tylko i wyłącznie przez Black IT i moją osobę.
- A, to dlatego musiałeś to wszystko wpisywać. Nieźle.
- Trzeba, trzeba. Aby złamać te zabezpieczenia przy wysiłku stu osób, potrzeba około dwustu lat. Jest to takie trudne, gdyż algorytmy stworzył Black IT, a ja je ulepszyłem.
- Jak ty ogólnie zostałeś członkiem?
- W połowie stycznia do mojego komputera włamał się Black IT i zaproponował mi współprace, na co ja dziwnie szybko się zgodziłem. Ekspresowo przeszedłem szkolenie i jak się okazało, to ja zostałem głównym hakerem, przez co wykonywałem najtrudniejsze zadania. Zawsze z powodzeniem.
- Wiedziałam, że mam zdolnego chłopaka - poczochrała jego dość długie włosy.
- Oj jak ja lubię, gdy tak mi robisz.
- Wiem, dlatego to robię.
- A wiesz, co znalazłem na serwerze?
- Nie.
- Zobacz to. Jest to logo organizacji.
- Gdzieś to już widziałam? Czyżby...
- Tak, to moje znamię powstałe w listopadzie. Mi to logo rzuciło się w oczy na szkoleniach, ale nie zwracałem na nie uwagi, zwłaszcza mówił nam, że to tylko projekt. Potem zapomniałem o nim.
- Czekaj, czekaj. Teraz sobie przypomniałam. Wiesz czemu zainteresowałyśmy się starymi legendami.
- Nie. Powiedz.
- Do naszej szkoły, także w styczniu przyjechał facet, oczywiście czarnoskóry i organizował ala wykłady o ludowych legendach, a my jako jedyne z przyjaciółką chodziłyśmy do niego na zajęcia. Głównie zajmowaliśmy się, o ironio... wilkołakami. To ma teraz sens.
- Widzisz, to wszystko jest powiązane, oni już nas szykowali przez cały rok do tego co mamy teraz w tej chwili, ale co ma hakerstwo do magii lub tego co się dzieje?
- Nie wiem, ale pamiętam głos faceta, który Nas nakrył w lesie. Był on podobny do tego faceta ze szkoły, teraz to skojarzyłam. Nie widziałam go wtedy, gdyż był to człowiek nieźle okryty, a z resztą było ciemno.
- Czy Nas może coś jeszcze zdziwić, chyba już nie - Paweł zdjął Martę z kolan usadowił się z Nią wygodnie na kanapie i mocno przytulił, dalej kontynuując - Zostawmy ten temat i opowiedz o swojej rodzinie, a potem ja o swojej.
- Tutaj nie ma co dużo opisywać, gdyż jestem ignorowana przez nich od wielu lat. Już dawno temu izolowali mnie ze swojego życia i gdyby nie to że chodzę do szkoły, pewnie wywalili by mnie z domu.
- To jest przykre, a wiesz czemu?
- Najgorsza jest ta nie wiedza. Zamknęli się w swoim hermetycznym środowisku tzn. praca, gry, praca i gry.
- Współczuję Ci.
- Dzięki kochanie, może wydać się to dziwne, ale przyzwyczaiłam się do tego. Niestety, ale moja przyjaciółka ma tak samo, dlatego nienawidzę świata w którym żyjemy.
- Nie martw się, ja Cię będę wspierał, a i wiedz, że ja też nienawidzę tego świata. Przez Niego mogłem odebrać sobie życie.
- Jeszcze raz dziękuje, ale ty chciałeś popełnić samobójstwo?
- Tak i to wiele razy. Psychika mi siadała przez te ostanie lata, niszczony przez rówieśników. Praktycznie nie mogłem na nikogo liczyć, byłem zupełnie sam, zwłaszcza po śmierci ojca, gdyż w ostatnich miesiącach rozumiał mnie i wspierał. Potem musiałem już radzić sobie sam. Matka mimo, że jest dobrą osobą, nie rozumie moich problemów. Ogólnie nawzajem się nie rozumiemy. Z bratem kłócę się bardzo często, a z siostrą na szczęście jestem w dobrych stosunkach.
- A na swoją dziewczynę nie mogłeś liczyć? Jeśli mogę się spytać.
- Na początku wydawało się, że tak, lecz później nasze drogi uległy rozłączeniu przez kłamstwa i różnorodności naszych światów. Gdy już było wiadomo, że to koniec, zamiast rozstać się w zgodzie, odczekała tydzień do moich urodzin i wtedy to zakończyła. Jak widzę to teraz, to mam wrażenie, że od tam tego dnia moje stare życie uległo stopniowemu zanikaniu, a zaczęło rozpoczynać się nowe, którego jeszcze do końca nie znamy.
- No to ja miałam podobny problem, tylko że ja z Michałem zaczęłam tracić kontakt od czasu uzyskaniu wilkołaka w sobie. On nic nie wiedział o tym, lecz zauważył zmiany we mnie. Nie potrafił ich zaakceptować, przez co coraz mniej się spotykaliśmy i oddalaliśmy od siebie. Znał kilka moich słabych punktów, które perfidnie wykorzystał. Dosyć, że zdradził mnie wielokrotnie, to próbował zniszczyć moją i tak już zniszczoną reputację i osobowość. Gdy widział brak efektów, zamilkł 2 miesiące temu i wyprowadził się do którejś podłódzkich miejscowości.
- Dobrze, że wszystko zaczynamy od nowa, powinniśmy dać sobie radę.
- Ja też tak uważam.
*
Siedząc tak na kanapie, przedyskutowali jeszcze kilka tematów ze swego już dawnego życia. Oczywiście wielokrotnie wyznawali sobie miłość. Wyszydzali swoich znajomych, zwłaszcza tych przez których cierpieli. Wszystko to trwało dość długo, aż nadszedł wieczór. Wtedy też ich ciała znów pomału ulegały transformacji. Związku z tym postanowili obydwoje spać w pokoju Marty,w razie jakiegoś niebezpieczeństwa związanego z przemianą.
Ich sny były przyjemne, bo jakie inne miały wystąpić, jeśli śni się o ukochanej osobie.
Tak nadszedł kolejny dzień świąt, których nie świętowali, gdyż jak to oni określili: „Są inni i nigdy nie należeli, nie należą i nie będą należeli do tego złego i okrutnego świata. Muszą go zwalczyć, aby ludziom takim jak oni żyło się lepiej i nie musieli oglądać się na innych” .
Hej, przepraszam Was wszystkich za opóźnienie, ale po przyjściu ze szkoły tak źle się czułem, że dopiero teraz się ogarnąłem. Przepraszam zwłaszcza Neds...
Co do rozdziału, jestem z niego zadowolony i wezmę się już za kolejny.
Zapraszam więc do komentowania, nawet użytkowników spoza bloggera lub google :).
Do zobaczenia ;)
Hej, ja też tu jestem i czekam na rozdziały, ale jak nie inf. mnie o nich to co ja mam pisać?
OdpowiedzUsuńChciałabym być orginalna i wyjść z krytyką, ale nie chce Cie zniechęcić bo świetnie Ci idzie.
Mam nadzieje, że będziesz szybciej dodawać. Dzięki.
Pozdrawiam.
Przepraszam, nie pomyślałem o tym. Będę już pamiętał ;).
OdpowiedzUsuńCo do krytyki: ja jej oczekuje, gdyż nie spotkałem prawie żadnej. Nie które rzeczy sam poprawiam, ale na pewną są błedy itp., których nie zauważyłem, a chciałbym poprawić.
Bardzo ciekawe opowiadanie. Szerze mówiąc... Zainteresowało mnie. ;D
OdpowiedzUsuńChciałabym się do czegoś przyczepić(wiem, nie za fajnie to brzmi), jednak nie mam do czego. Błędów żadnych nie zauważyłam, więc jest dobrze. ;)
Pozdrawiam, życzę weny i zapraszam tu: http://jedna--dusza.blogspot.com/