niedziela, 8 września 2013

Rozdział 12, cz. 2

W kolejnych dniach życie tym dwojgu podkładało kłody pod nogi, zwłaszcza w szkole. Marta sobie z tym radziła, ponieważ działo się to samo co u Niej w domu, czyli ją kompletnie olewano, jednak to co działo się u Pawła przerastało jego najśmielsze obawy. W ciągu tych kilku dni spędzonych w szkole po powrocie z Otomina wszyscy się na Niego uwzięli i traktowali jak śmiecia. Niby nic nowego, lecz te rzeczy zdarzały się w gimnazjum, a nie w tym technikum w którym uczył się do zawodu technika elektronika. Niestety, najgorsze się zdarzyło dnia 1 lutego.


~*~
Tego dnia obudziłem się znów o trzeciej nad ranem. Z każdym dniem potrzebowałem coraz mniej snu, a gdy w końcu zasnąłem, nie śniło mi się nic, kompletnie nic. Próbowałem poradzić sobie z tym poprzez wyobrażanie sobie jakiegoś snu, tak jak robiłem to kiedyś, lecz to nic nie dawało. Zdawało mi się wtedy, że moje ciało śpi, jednak ja sam jestem cały czas świadomy. Pomimo coraz krótszego czasu snu, nie byłem zmęczony ani otępiony. Tak na prawdę, gdybym nie zmuszał siebie do spania, mógłbym tak żyć, jednak ta nocna cisza jest przerażająca.

Po kolejnych minutach bezsensownego leżenia, wstałem z mojego łóżka. Musiałem robić to ostrożnie, ponieważ nawet najmniejszy ruch powodował straszne skrzypienie, a nie chciałem nikogo obudzić. Gdy udało mi się to zrobić bezszelestnie, co ostatnio często się udawało, podszedłem do okna i spojrzałem na okolicę. Miałem tutaj dobry widok, ponieważ mieszkałem na 10 piętrze w jednym z wieżowców. Wokół mnie było wiele małych czteropiętrowych bloków mieszkalnych, a w dalszej części widzianej przeze mnie dzielnicy znajdowały się przedwojenne budynki, niestety z widocznym oddziaływaniem czasu. Pomimo, że była to trzecia nad ranem, mogłem dostrzec wszelkie szczegóły dzięki bialutkiemu śniegowi, który powodował, że okolica była dobrze oświetlona. Wtedy chciałem najlepiej wyskoczyć przez okno z mojego mieszkania i uciec gdzieś daleko od cywilizacji, daleko od problemów. Pewnie bym tak zrobił, gdybym nie było wokół mnie tyle mieszkań. Przez to musiałem męczyć się do godziny 6:00 i nie mając co robić przeglądałem zapisy z kamer. Było to o tyle nudne, że od kilku dni nikt tam się nie pojawiał. Gdy wybiła godzina 7:00 wziąłem mój plecak i poszedłem pobłąkać się po mieście. Chodziłem głównymi ulicami dość długo. Co chwilę mijały mnie autobusy, tramwaje. Mijali mnie ludzie, śpiesząc się do szkół, do pracy nie zwracając uwagi na nic, zwłaszcza na mnie. Czułem to. Byłem jakby odosobniony od rzeczywistości, odróżniający się od wszystkich. Strumienie ludzkich rzek tego poranka podkreślały to, omijając mnie. Nie pasowałem tu.

~*~
Godzina 9:00.
Znalazłem się w mojej szkole, wielkim budynku z czerwonej cegły pochodzącym z  czasów dwudziestolecia międzywojennego lub drugiej wojny światowej. Wchodząc do niego odczułem wielki niepokój w moim sercu. Było to tak paskudne uczucie, którego nawet nie doświadczyłem gdy umierałem. Pierwsze co przykuło moje oko było logo szkoły. Znajdowała się na nim wielka mewa, a pod spodem 3 koła zębate. W logu tym nie pasowało mi spojrzenie umieszczonej tam mewy, było tym razem złowieszcze. Postanowiłem nie przejmować się specjalnie tym i wdrapałem się na drugie piętro po drewnianych schodach. Było to trudne, ponieważ akurat była przerwa i wszyscy z tego piętra schodzili na niewielki plac, aby móc zapalić papierosa. Nie zauważali mnie i prawie by mnie zepchnęli by mnie na dół. Doszedłem do mojej klasy i o dziwo nikt się ze mną nie przywitał, co nigdy się nie zdarzyło. Postanowiłem na to nie zwrócić uwagi i usiadłem. Wyjąłem mój telefon i zacząłem w nim bez większego celu przeglądać internet. W samej szkole nie było wifi, jednak od operatora otrzymywałem tyle darmowego pakietu, że wystarczało mi to na bardzo długo, nawet gdy ładowałem za 5 złotych.

Kolejną dziwną rzeczą było brak zainteresowania moich znajomych nowym telefonem takiej klasy. Powinni raczej się zainteresować, ponieważ odkąd chodziłem o tego technikum, nie zmieniłem mojego starego LG, który był już nieźle poniszczony.

Po jakimś czasie nadszedł czas zajęć, niestety pechowy dla mnie. Na każdych z nich byłem pytany i skrupulatnie oceniani przez nauczycieli jakby się na mnie uwzięli. Tego dnia otrzymałem z 5 jedynek z każdego przedmiotu. Zaczęło mnie to bardzo dobijać, ponieważ nigdy mnie nie traktowali i zadawali tak pytania abym nie mógł odpowiedzieć. Jednak to co zdarzyło się na lekcji religii zaskoczyło mnie totalnie oraz zraniło....

~*~
Na lekcji religii połowy klasy Pawła nie było, jak zwykle z resztą. Jednak chwilę przed ucieczką, był jeden moment w którym zainteresowali się Pawłem. Namawiali go do ucieczki z nimi, jednak on się nie zgodził. Wyzwali go od najgorszych i sobie poszli.
W pierwszych 15 minutach lekcji nic się nie działo, wszystko było w porządku. Ksiądz za pomocą laptopa Sony Vaio puszczał kolejny odcinek "Boso przez świat", który opowiadał o Meksyku. Wszyscy oglądali w ciszy i skupieniu, co jakiś czas przeglądając swoje telefony. Paweł wyciągnął swój stary telefon LG i przeglądał co chwilę gg. Nagle film się zaciął, co wywołało niezadowolenie klasy. Ksiądz zaczął szybko grzebać w sprzęcie, nie zwracając uwagi na to co się działo dookoła.

W pewnej chwili w powietrzu świsnęło krzesło, uderzając go prosto w głowę. Ekran jego laptopa został roztrzaskany na małe kawałeczki, a on sam upadł na podłogę. Prawie wszyscy od razu podlecieli do niego i próbowali mu pomóc. Tymi wyjątkami, którzy tego nie zrobili był Paweł oraz ta osoba, która rzuciła owym krzesłem w księdza. Był nim skryty jak dotąd człowiek, Szymon. Nigdy nie wyróżniał się niczym specjalnym, trzymał się tylko z kilkoma osobami, m. in. z Pawłem. Teraz stał na przeciw niego. Było widać wielkie zło kipiące z jego ciała. Paweł zanim się zorientował co się za chwilę ma stać, znalazł się z nie swojej woli przy Szymonie, a on przy jego gardle trzymał, dużo nóż wojskowy. Był on tak blisko jego krtani, że z powstałych już ran od przytkniętego noża zaczęła lecieć krew. Wtedy już nie miał wyboru i musiał działać szybko, a jednocześnie zachowując dokładność, aby jego nowa natura nie zdradziła go.

Wykorzystując wszystkie swoje zmysły zaatakował swojego przeciwnika. Wyrwał szybko nóż z jego ręki, a następnie odrzucił go w kąt sali. Reszcie jego znajomym kazał wziąć półprzytomnego księdza i jak najszybciej opuścić pomieszczenie. Gdy tylko to zrobili, przeciwnik nagle wyrwał się z uścisku, odrzucając Pawła na drzwi. Była to tak duża siła, że drzwi połamały się, a chłopak z wielkim impetem wpadł w szklane meble znajdujące się na zapleczu i uderzył o ścianę, powodując powstanie w niej wgłębienia. Paweł nie stracił przytomności ani na chwilę. Pierwsze co zrobił po osunięciu się na ścianę to spojrzał na brzuch. Zobaczył w nim wbity kawałek szkła. Następnie w futrynie drzwiowej zobaczył oprawcę, który śmiał się wniebogłosy. Wykorzystując jego chwilową nieuwagę, Paweł wstał, wyjął szkło i odrzucił je na bok, podbiegł do Szymona, kopnął go w splot słoneczny, tak mocno, że ten połamał szkolną ławkę na którą spadł. Związku z chwilowym brakiem naocznych świadków Paweł podbiegł do niego, podniósł go i z całą siłą przycisnął do ściany. W tej pozycji przeciwnik nie mógł mu już zagrozić. Szymon patrzył na Pawła nadal z tym dziwnym uśmieszkiem, oglądając go od góry do dołu, widząc że ten nie ma już żadnej rany.
- Z czego się śmiejesz, coś Ty zrobił?
- Oj Pawle, Pawle. Oj ty biedaku, to dopiero początek.
- Początek czego?
- Wszystko w swoim czasie, jeszcze się spotkamy.
Po tych słowach Paweł mimowolnie puścił chłopaka i obserwował jak ten upada nieprzytomny na podłogę. Sprawdził czy żyje, a następnie obejrzał swoje ciało czy nic się nie ujawniło. Gdy wiedział, że wszystko jest w porządku, położył się na podłogę i oczekiwał na przyjście policji, której obecność wyczuwał od kilku minut. Po chwili usłyszał jak dobrze nam znane "Stać Policja!".




~*~
Po opisaniu wszystkiego policji zostałem puszczony wolno, jednak musiałem pójść prosto do dyrektorki. Jej gabinet mieścił się na pierwszym piętrze budynku. Aby się w nim znaleźć musiałem otworzyć masywne, bukowe drzwi. Gdy wszedłem do środka uderzył mnie unoszący się zapach piżma oraz tytoniu. Sam gabinet był pomalowany na żółto, a na ścianach wisiało pełno dyplomów szkoły, a na podłodze leżał już dość wysłużony czerwony dywan. Za masywnym dębowym biurkiem, na czarnym, skórzanym krześle siedziała odwrócona Pani Dyrektor. Gdy zdołałem zamknąć drzwi, odwróciła się w moją stronę. Miała długie blond włosy, niebieskie oczy oraz bladą, podłużną i pokrytą zmarszczkami twarz. Kobieta miała już 65 lat, jednak wyglądała na pełną energii. Gdy mnie zobaczyła i zmierzyła kilku krotnie wzrokiem, zaczęła się znów obracać na krześle.
- Dzień dobry - w moim głosie można było wyczuć dużo strachu, co dyrektorka najwyraźniej usłyszała.
- Śmielej Panie Piotrze, nie gryzę.
- To dobrze Pani Dyrektor. - Nie usłyszała moich słów lub nie chciała, ponieważ zaczęła mówić dalej.
- Chciałabym porozmawiać z Tobą o tym co dziś nastąpiło na lekcji religi.
- Oczywiście.
- Jesteśmy wdzięczni za uratowanie uczniów i księdza,ale....
- Ale? - Wiedziałem, że coś jest nie tak. Zaniepokoił mnie zapach piżma, który czułem podczas kłótni w domu ,czułem na lekcji religii, czułem tu w gabinecie. Dopiero później mogłem poskładać sobie fakty z drobnych kawałeczków tej układanki.
- Jestem zmuszona zawiesić Cię w prawach ucznia. - Na jej twarzy pojawił się przez chwilę grymas, który jakby mówił, że z czymś walczy.
- Jak to zawieszony?! Ja tu ratuję ludzi, powstrzymuję jakiegoś psychopatę, sam pewnie bym zginął. Ja tego nie zacząłem!
- Przykro mi, tu jest obiegówka.
- Czyli mam się wynosić?
- Tak - Znów pojawił się u niej ten sam dziwny grymas, który trwał aż do momentu opuszczenia przeze mnie gabinetu - Nie pozwolimy sobie na takie akcje w naszej szkole, nie ważne kto kim jest, a Ty jesteś nikim! Wypieprzaj mi stąd!
- A z miłą chęcią. - Wstałem z niebieskiej kanapy, wypadłem z gabinetu, trzaskając mocno drzwiami, które odbiły się od futryny i uderzyły w ścianę, a huk był niemiłosierny. Przy wyjściu ze szkoły spotkałem już opatrzonego księdza.
- Co wyrzucili Cię?
- Tak, za to że obroniłem księdza.
- Nie martw się, gdy dojdę do siebie to zbadam sprawę.
- Ciekawe jak? A z resztą co to księdza obchodzi.
- Obchodzi, obchodzi. Po pierwsze uratowałeś mi życie, a po drugie wiem chyba co to było.
- To chyba dobrze, ale to mi nie pomoże.
- Może pomoże. Coś Ci poradzić, pomóc.
- Nie, sam sobie poradzę. Lepiej już pójdę, a ksiądz niech sobie bada lub ujawni co to było.
- Wiem, ale nie mogę powiedzieć, jest za wcześnie.
- Tak akurat.
Odszedłem od księdza kilkadziesiąt metrów i byłem w kropce. Dziś już wiem, że on na serio wiedział co się stało. W końcu był egzorcystą.
Nie myśląc dalej skierowałem się w najbliższy lasek i szedłem, szedłem.

~*~
Wgramolił się na pobliski pagórek i usiadł na kamieniu. Siedział tam długo, rozmyślając nad tym co się jeszcze półgodziny temu stało. Gdy tam przebywał sypał ciągle śnieg. Nie przejmował się nim.
Po godzinie spędzonej tam zadzwonił mu stary telefon LG. Dzwoniła do niego Dobromiła. Rozmawiał z nią przez 20 minut. Gdy zakończył z nią rozmowę, wyjął z niego baterię o raz kartę sim, a z drugiej kieszeni wyjął Lumię. Na szczęście podczas walki nie uszkodziła się. Po chwili na dotykowym ekranie wybrał nr do Marty.
- Cześć kochanie, co u Ciebie słychać? Mam teraz lekcję.
- Musimy się spotkać dzisiaj jak najszybciej.
- Coś się stało?
- To nie jest rozmowa na telefon. Wiesz gdzie jest Czerwony Wiadukt w Gdańsku?
- Wiem.
- No to do zobaczenia, będę tam czekał na Ciebie. Pa.
- Paweł. Hallo? Hallo?!
Rozłączył się tak szybko, bo nie chciał słyszeć pytań na które i tak przez telefon nie może odpowiedzieć. Wstał z kamienia i pomału schodząc z pagórka wykonał jeszcze jeden telefon...


<----------------<>----------------->

Witam wszystkich. Ale zawaliłem bloga przez ostatnie kilka miesięcy. Przepraszam Was za to i obiecuję poprawę. Co do rozdziału: nie jestem zadowolony. Miałem mały problem z nim, na szczęście w wielkich trudach jest.

Co u mnie: mam pracę (na opłaty za studia starczy), rozpoczynam studia, jakoś żyję. Doskwiera mi tylko samotność, którą opisałem na blogu "o MG93", ale to nie jest zbyt ważne.

Proszę, komentujcie i wspierajcie. W końcu muszę mieć dla kogo pisać, a bo dla kogo innego jak nie dla Was :).

Pozdrawiam, MG93.

edit dnia 8.09.2013:

Kolejne rozdziały z części pierwszej:
- Rozdział 13: Bory Tucholskie - ucieczka, przygotowania i kolejna niespodzianka.
- Rozdział 14: Kopalnia uranu w Kletnie - Źródło życia, ujawnienie wszystkich tajemnic.
- Rozdział 15: Walka z niedawnym sprzymierzeńcem i... porwanie. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz