Kolbudy.
- Gdzie oni są do cholery?! Nie podstawili nawet klonów, tylko znikli sobie od tak, po prostu. Słuch po nich zaginął.
- Nie trzeba było ich tak cisnąć.
- Nie martw się, nie zrobili sobie nic złego. Z resztą Paweł ma włączony telefon. Ciekawe tylko dlaczego nie możesz jakimś cudem go namierzyć?
- Pewnie wie już o zatrzymaniach i dlatego zaszyfrował sobie sygnał. To mądry chłopak i nie chce po prostu wpaść w ręce rządowe. Z resztą to Twoja wina, jak mogłaś za moimi plecami napuścić ABW na organizację?!
- Co Cię organizacja obchodzi i tak niedługo znikniemy.
- Wiesz co, ja wolałbym gdyby oni popełnili samobójstwo lub Twój plan spalił na panewce. Ja nie chcę już nic, swoje przeżyłem.
- Oj głupi jesteś. Poczekaj, zmienisz zdanie jak Nas zabiorą z tego ohydnego miejsca do raju na który zasługujemy. Teraz ważny jest tylko jeden dzień. Dwudziesty piąty dzień lutego 2013 roku.
~*~
18 luty 2013, Bory Tucholskie.
Na zewnątrz zelżała trochę temperatura i w tej chwili jest około -15 stopni Celsjusza. Marta odsypia jeszcze wczorajszą przemianę w kotołaka. W tej chwili jest to druga postać w którą para może zmienić swoje ciała. Paweł przeszedł ją bez problemu i w tej chwili spaceruje razem z wujkiem w celu zwiedzania okolicy. Jego dziewczyna była wczoraj bliska stanu, który chłopak przechodził na przełomie grudnia i stycznia. Mimo wszystko sytuacja została uratowana, a Marta musiała w tym momencie tylko to odespać.
Wokół leżało mnóstwo śniegu oraz panowała wszechobecna cisza. Nie można było tu spotkać żadnej zwierzyny, nie można było wyczuć nawet niewielkiego podmuchu wiatru. Paweł spacerując tak z wujkiem myślał nad niedaleką przyszłością. Wiedział już, że jest bardzo bliski koniec miesiąca. Oczywiście mógłby zapomnieć o tym, jednak Dobromiła robiła wszystko aby do tego nie dopuścić. Próbowała dodzwonić się do chłopaka, który konsekwentnie odrzucał jej połączenia. Mógł oczywiście ustawić automatyczne odrzucanie połączeń w telefonie, jednak z nieznanego nikomu powodu nie zrobił tego. Zygmunt widział jak jego bratanek próbował rozwiązać swoje problemy, które niestety wyraźnie po raz kolejny go przerosły.
- Nad czym tak myślisz?
- Myślę o wszystkim. Myślę nad działaniem Dobromiły, myślę o naszej i Marty rodzinie, myślę o chłopakach, którzy są w tej chwili na Kurkowej. Nie wiem jak im wszystkim pomóc. Nie wiem jak sobie pomóc. Już zdarzyło się kilka rzeczy, które miały mi pomóc zapomnieć o przeszłości i być odpornym na obecne życie, jednak to działało tylko przez chwilę.
- Widzę jak Cię to wszystko trapi i martwię się o Ciebie. Dobrze, że zdołałem przynajmniej jeden problem zdjąć Ci z głowy i w tej chwili o rodzinę nie musisz się martwić. Wszystko już rozwiązałem, tak jak Ci mówiłem.
- Niby tak, ale jak ich uchronić przed podobnymi działaniami?
- Teraz to nie jest najważniejsze, Paweł. Najważniejsze jest to, że wszystko wróciło do normy. Ciężko było mi zmyślić historię o Was, aby byli spokojni. Myślę, że Marta jest zadowolona. Dobrze mówię?
- Marta? - Paweł przez chwilę nie miał kontaktu ze światem i na początku nie zrozumiał pytania. To wszytko go przytłaczało tak mocno, że nikt inny takiego obciążenia psychicznego by nie wytrzymał. Gdyby nie wcześniejsze oczyszczenie oraz zlikwidowanie w swoim umyśle jego złego brata bliźniaka, to także popadłby w depresję, choć on uważał, e nic to nie dało. - Oczywiście, że jest zadowolona, gdyby nie była to dziś leżałaby w śpiączce, tak jak ja w grudniu. Teraz mnie martwi Dobromiła, BlackIT, Darek i Angelika, no i znajomi z organizacji.
- Twoi znajomi z organizacji są bezpieczni. Uzyskałem informację, że agencja nie ma na nich dowodów, a sami nic nie zdradzili, pomimo zastosowanych metod przesłuchań. Mają szczęście, ponieważ jeszcze przez kilka dni są starzy ludzie ABW, którzy pomimo nakazu tego buraka, szefa agencji nie stosują tortur. Jutro będą wychodzić.
- Dziękuję Ci za tą informację. A co z Darkiem i Angeliką?
- Niestety nie mogłem znaleźć Waszych przyjaciół, ta dwójka musiała ich dobrze ukryć.
- Jestem ciekawy co z nimi zrobiła, w ich przypadku nie ma mowy o piżmie. To musi być co innego.
- Bardzo możliwe, ja nie znam specjalnie magii i innych sztuczek.
- I tak dużo zrobiłeś wujku, dziękuję Ci za to.
- Nie ma za co.
- Jest, jest. Pomaga...... Cholera jasna! Jak to boli.
- Co Ci jest? - Paweł po chwili rzucił swoje ciało w głęboki śnieg, aby mniej odczuwać ból. Uczucie, które w tej chwili doświadczał przekraczało jakąkolwiek skalę Schmidta. Potrzebował kilku minut, aby opanować paraliżujący ból. Chcąc uspokoić Zygmunta pokazał za pomocą kciuka, że wszystko w porządku i dalej zajął się sobą. Po chwili wstał i mógł już iść, co jakiś czas kulejąc i chwiejąc się na boki.
- Kurde, zdążyłem już o nim zapomnieć. - wskazał na wystający z zakończenia jego pleców, a raczej miejsca gdzie plecy kończą swoją szlachetną nazwę, czerwono-ognisty wilczy ogon.
- Ty masz ogon w ludzkiej postaci? To nie jest czasem tylko częściowa przemiana?
- Niestety nie. Pamiętasz jak opowiadałem o walce w mojej świadomości pomiędzy mną, a moim drugim wcieleniem?
- Pamiętam. Ty na końcu wchłonąłeś tą drugą poświatę.
- Dokładnie, jednak prawie do samego końca przegrywałem i na koniec zmieniał on, tzn. mój bliźniak zmieniał moją duszę w różne dziwne postacie, zwierzęta itp. Ostatnią rzeczą, którą zrobił to dodał mi oto ten ogon, aby ułatwić sobie tzw. strawienie mnie. Gdy uzyskałem panowanie nad sytuacją i zamiast on mnie, ja jego wchłonąłem, nie miałem już siły na przywrócenie mojej duszy do pierwotnego wyglądu. Teraz wiem, że wyglądamy tak samo w sferze materialnej, jak i w sferze duchowej. Jeśli w którymś wymiarze coś zmienimy, tak samo będzie w tym drugim. Nieważne czy dodamy dodatkową część ciała, czy ubierzemy coś na siebie. Dobrze, że tylko na tym zakończyliśmy. Mogło być o wiele gorzej. - Stwierdził ze smutkiem Paweł.
- Tylko wiesz, że to niebezpieczne. Mogą z tej sytuacji w przyszłości wyniknąć problemy z utrzymaniem ludzkiej postaci.
- Tak, wiem. Czytałem o tym w tych książkach, które znaleźliśmy. No wiesz, tych w bunkrze. Nie można nic z tym zrobić. Mogę jedynie go maskować magią lub czekać do przyjęcia kolejnej postaci. W takim przypadku znika na jakiś czas. Mam jeszcze złą wiadomość.
- Jaką?
- Marta też będzie to miała.
- W jaki sposób? Z tego co wiem to ona nie miała czegoś takiego jak Ty.
- Są dwa. Pierwszym z nich jest utrata w dużym stresie kontroli nad sobą i pozwolenie na władanie ciałem naturą danego wcielenia, a w tym przypadku wilczym ja. Niestety takie coś Marta w ostatnim czasie przeżyła.
- A drugi sposób?
- Mnie i Martę nie łączy tylko zwykłe uczucie. Najłatwiej powiedzieć, że jesteśmy jakby połączeni niewidzialną nicią, jesteśmy tak jakby zintegrowani i w to co ja będę przemieniał swoje ciało, Marta będzie mogła zrobić to samo, choć w niektórych przypadkach zarówno ona jak i ja nie mamy wyboru.
- Jaka jest pewność?
- Stuprocentowa. Wychodząc dziś rano widziałem jak na ciele mojej dziewczyny wyrasta ten sam ogon, który ja mam. - W chwili gdy to mówił, po raz kolejny zadzwoniła Dobromiła. Zygmunt widząc niepewność w oczach chłopaka, postanowił go zmobilizować.
- Odbierz to do cholery w końcu, może coś się wyjaśni?
- Po co i tak wiem co powie. Pewnie wyśle Nas gdzieś po pewną rzecz, którą mamy jej dostarczyć. Najlepiej zniknąłbym gdzieś. Może Kuba?
- To nic nie da. Mówiłeś mi, że przemian będzie więcej tak? - Telefon zamilknął.
- Będzie więcej, podobno ma być ich bardzo dużo.
- Ja posiadam trzy i w tej chwili jest mi ciężko. Uwierz mi, warto się wszystkiego przekonać i wykorzystać to do swoich celów. Zobaczmy co tak na prawdę chce staruszka. Jeśli jest rzeczywiście zła to w ostatniej chwili możecie ją wykiwać i będziecie mieli to coś dla siebie, coś co myślisz, że bardzo pomogłoby Wam. Oczywiście jest to duże ryzyko. W innym przypadku, gdy będzie ona dobra to wykorzysta całą swą wiedzę aby Wam pomóc.
- Nie wiem skąd Ty to wiesz ale przekonałeś mnie. -W tym momencie zadzwoniła znów Nokia i także w tym przypadku dzwoniła Dobromiła. Jej połączenie zostało od razu zaakceptowane przez chłopaka.
~*~
Późnym wieczorem przed leśniczówką stoi zapakowany potrzebnymi rzeczami Polonez Atu. Wujek Pawła przed chwilą skończył opowiadać o działaniu piżma. Wyjaśnił im, że piżmo kiedyś służyło w magii do mieszania ludziom w głowach i częściowemu sterowaniu ich umysłami. Wszyscy, którzy nie są ludźmi, lub tylko są nimi częściowo potrafią wyczuć charakterystyczny zapach, dlatego Paweł czuł je czasem w domu lub np. podczas wizyty w gabinecie dyrektorki. Metoda piżmowa działa przez około tydzień, a następnie trzeba odnowić źródło zapachu. W tym przypadku były nimi różne podarki lub rzeczy zakupione w sklepie, które piżmo zawierały. Zygmunt bardzo łatwo zneutralizował skutki jego działania poprzez połączenie miodu z cytryną. Uważał, że piżmo używają w ten sposób początkujący magicy oraz Ci którzy nie mają już zbyt dużo mocy. Robiąc dyskretnie badania stwierdził używanie go w stosunku do rodzin pary dopiero od kilku miesięcy, wcześniej były używane silne zaklęcia.
Przed wyjściem Marta z Pawłem podziękowali serdecznie za pomoc i poprosili o dalszą opiekę nad bliskimi na co wujek zgodził się i obiecał strzec ich przed złem.
- Pamiętaj - rzekł Paweł - Nie ważne co by się działo, wiedz że będziemy Ci wdzięczni za wszystko. Najważniejsze jest ich bezpieczeństwo, nie nasze.
- Nie bój się, ani Wam, ani im nic nie będzie.
- Przepraszam, ale ja coś czuję, że coś będzie nie tak, dlatego gdybyśmy się nie zobaczyli to już wszytko wiesz. Proszę Cię jeszcze o kontakt z moimi znajomymi i przekazanie im wiadomości ode mnie. Niech na razie nic nie robią, nie chcę aby mieli kolejne kłopoty.
- Gadasz głupoty, jeszcze sam ich poinformujesz o tym.
- Oby, oby. Trzymaj się.
- Może pojechać z Wami?
- Dzięki ale nie. To jest nasza sprawa i musimy samie sobie poradzić, przynajmniej na tym etapie.
- Jak chcecie. Uważajcie na siebie.
- Będziemy. Nie pozwolę mu wariować. - Rzekła z uśmiechem Marta.
- Widzisz, nie ma co się martwić. A teraz musimy już jechać, pogoda znów nie jest idealna. Tym razem już na serio: trzymaj się.
- Powodzenia, nie dajcie się oszukać.
- Na pewno nie pozwolimy, cześć.
Marta z Pawłem wsiedli do samochodu, odpalili silnik i odjechali. Zygmunt obserwował ich przez okno do momentu zniknięcia samochodu za linią horyzontu i następną rzeczą, którą zrobił było zjechanie na dół aby zbadać rzecz, którą przekazał mu jego bratanek. W międzyczasie na zewnątrz rozwinęła się wichura.
~*~
Łódź, 19 luty.
Jeden z dwuosobowych pokoi w Łódzkim 3 gwiazdkowym hotelu. Para przebywała w nim na piątym piętrze, z którego mieli widok na całe miasto, które w tej chwili pomału budziło się z głębokiego snu.
Na podłodze była rozłożona mapa najbliższego otoczenia kopalni w Kletnie. Właśnie do niej mieli wejść już niedługo Marta z Pawłem. W przeszłości wydobywano w niej uran, jednak została ona zamknięta po zakończeniu wydobycia surowca i jej malutka część udostępniona turystom.
Potrzebowali oni zejść w głąb kopalni gdzie mogło być promieniowanie, jednak na tą okoliczność gotowe były specjalne ubrania od Zygmunta, które dla zwykłego laika wyglądały jak zwykłe spodnie jeansowe, T-shirty i bluzy polarowe z kapturem. Po drodze na południowy-zachód Polski zamierzali zakupić sprzęt do wspinaczki. Musieli najpierw opracować w tej chwili plan wejścia na teren kopalni. Nie można było zrobić tego oficjalnym szybem, ponieważ miał on tylko 200 metrów długości i przegrodzony był 10 centymetrową, żeliwną ścianą. Mapy złożone z dwudziestu kartek papieru A4 Paweł znalazł na jednym z forów entuzjastów tej kopalni i wydrukował po drodze w kawiarence internetowej.
Na mapach zaznaczone były trzy nieoficjalne wejścia do kopalni, które znajdowały się zaraz za żeliwną ścianą. W końcu po długich dyskusjach, trwających od momentu przyjechania do tego pięknego i posiadającego klimat przemysłowy miasta zdecydowali, że skorzystają z pierwszego wejścia. Stwierdzili, że nie będą mieli problemu z zejściem do kopalni, ponieważ wokół szybu jest pełno drzew o które mogą zaczepić liny.
Paweł wyczytał, że schodzi się po linie jakieś 50 metrów, a dalej jest już kopalniany chodnik, z którego można łatwo korzystać. Aż trochę za łatwo.
- Myślałem, że będzie trudniej z dostaniem się do Niej.
- To chyba dobrze?
- Niby tak ale coś mi tu nie pasuje. - Rzekł Paweł wpatrując się w krajobraz miasta.
- Ty to zawsze musisz szukać drugiego dna. Gdyby coś było za trudne, to ona by Nas tam nie wysłała. Daj sobie spokój, będzie wszystko dobrze. Wujek do Ciebie dzwonił?
- Nie, jeszcze nie dzwonił, widocznie jeszcze tego nie zbadał.
- A kiedy tam wyruszamy?
- Jutro rano jak się obudzimy. Będziemy jechać kilka godzin do kopalni. Przed wyjazdem z Łodzi odwiedzimy jeszcze sklep sportowy, aby zakupić liny. Ogólnie pierwszy raz będę z nich korzystał.
- Ja kiedyś zjeżdżałam i pokażę Ci wszystko co i jak. Teraz może przejdziemy się na Piotrkowską.
- A powiem Ci, że z miłą chęcią, lecz mapy zabieram ze sobą.
- No dobrze Ty mój Panie dbam o bezpieczeństwo.
- Ktoś przecież musi. - Zaśmiał się chłopak, a następnie para wyszła i poszła na ulicę Piotrkowską.
~*~
Gdańsk, areszt śledczy na ulicy Kurkowej.
Piątka mężczyzn siedzi w jednej z cel tutejszego aresztu. Są to znajomi Pawła z organizacji, którzy kilka tygodni temu zostali zatrzymani przez ABW. Mają od 17 do 23 lat. W pomieszczeniu panuje niezręczna cisza do chwili usłyszeniu przez nich dźwięku otwierania zamka w więziennych drzwiach i przesuwania zasuwy. Do ich celi strażnik wprowadza dwóch mężczyzn w czarnych garniturach, agentów ABW.
Po chwili starszy mężczyzna pamiętający jeszcze czasy komuny zamyka drzwi i odchodzi, pozostawiając ich samych w tym sekretnym miejscu, ponieważ tylko kilka osób wie, że pod oficjalną piwnicą budynku są jeszcze cele pochodzące z czasów PRL-u i służące do dnia dzisiejszego do trzymania tu więźniów ABW.
- Witajcie Panowie - odezwał się jeden z agentów, jednocześnie włączając malutkie urządzenie do zagłuszania. - Zapewne domyślacie się, cóż to za urządzenie, więc wiecie też że ta rozmowa jest nieoficjalna.
- Macie też informację, że już za kilka godzin opuścicie to miejsce. - Rozpoczął mówić drugi agent. - Kolega informatyk zagłusza wszystko w obrębie 100 metrów. Doliczając grube, żeliwne ściany oraz fakt, że znajdujemy się 50 metrów pod ziemią, mamy pewność że nikt Nas nie podsłucha, a mamy Wam do przekazania kilka rzeczy.
- Ciekawe tylko co? - Zabrał głos jeden z chłopaków.
- Spokojnie kolego wszytko dowiecie się.
- Pierwszą informacją, którą chcemy Wam przekazać jest to, że Wasza sprawa i Pawła, którego nie zdołaliśmy złapać była sprawą oddziału Gdańskiego. Związku z utraceniem autonomiczności ABW w Gdańsku na rzecz Warszawy, sprawa została przez mojego kolegę usunięta z kartotek i nigdy Was tu nie było, nie było nigdy Waszej organizacji, to nie Wy wynieśliście informacje i etc. Po prostu nikt o niczym nie wie. Zastanawiacie się pewnie dlaczego my to robimy. Za kilka dni odejdziemy od służby, a nowi ludzie którzy za Nas przyjdą zabiliby Was bez mrugnięcia okiem. Ogólnie dużo zmieni się przez nowego szefa agencji.
- Ta, akurat, mamy w to uwierzyć. Chcecie złapać Pawła i dlatego to robicie.
- Możesz wierzyć w co chcesz, jednak w to musisz uwierzyć. Chyba, że chcesz się przekonać co potrafią zrobić tamci, ich żadne prawo nie zobowiązuje.
- Jesteście tacy dobrzy, ponieważ odchodzicie ze służby i zmieniło się kilka spraw.
- Powiem tak: Agencja już za kilka dni nie będzie tą samą agencją. W tej chwili będzie to firma na posyłki rządu, który chce przejąć całkowitą władzę i zniszczyć przeciwników, którymi np. Wy jesteście. Chce zrobić sobie z naszego kraju prywatny folwark, a póki my żyjemy nie pozwolimy na to.
- Powiedzmy, że Wam wierzymy. To wszystko?
- Nie, to nie wszystko. Na domiar złego nowy szef agencji dowiedział się o pewnym projekcie, z którego korzystała agencja od bardzo długiego okresu czasu. Zagraża Nam to bezpośrednio i Nas, dlatego zdecydowaliśmy ostatecznie Was wypuścić i wykasować całą sprawę.
- A i zanim wyjdziecie, chcielibyśmy coś Wam pokazać, abyście uwierzyli w 100% Nam. Jak myślisz Piotrze, możemy to zrobić.
- Musimy, nie będzie już aż tak bezpiecznego miejsca jak to, aby Wam pokazać. Zaczynamy. - W tym momencie całą piątkę ogarnął szok, nie wiedzieli czy oczy czasem ich nie zawodzą, czy na prawdę widzą to co w tej chwili stoi przed Nimi...
~*~
20 luty, okolice kopalni w Kletnie.
- Marto, obudź się, jesteśmy już na miejscu. - Marta ocknęła się i pierwsze co zobaczyła to las. Wokół drogi na którą wjechali było pełno drzew, myślała że okolice kopalni będą wyglądać trochę inaczej.
- Paweł, na pewno dobrze trafiliśmy?
- Tak, na pewno. Widzę po Twojej minie, że inaczej to sobie wyobrażałaś. Dziewczyno, to była kopalnia uranu, a nie węgla. Tu masz oficjalne wejście, które o tej porze jest zamknięte dla turystów. Musimy podjechać kawałek dalej.
- Jak my znajdziemy to wejście, przecież jest tu tyle śniegu?
- GPS nam pomoże, a po drugie kupiłem łopatę do śniegu. O, już możemy wysiadać. - Paweł wjechał Polonezem na pobocze i zgasił silnik. Następnie razem z Martą wysiedli z samochodu i razem z łopatą oraz całym osprzętem do spuszczenia się na linie poszli szukać wejścia. Do przejścia mieli około kilometra. Gdy dotarli na miejsce wskazane przez GPS, chłopak zaczął kopać i po chwili odkrył betonową pokrywę, zasłaniającą wejście do kopalni.
- No to teraz moja kolej. Pacz się i ucz. - Rzekła z uśmiechem dziewczyna i przywiązała linę do drzewa. Następnie ona i Paweł założyli uprząż do swoich ciał. Po chwili obydwoje zsunęli się po linach do szybu kopalni.
~*~
Bory Tucholskie
Mam nadzieję, że komputer zakończył już analizę. - Pomyślał sobie w duchu Zygmunt schodząc do swojej hali. Po chwili doszedł do komputera, który wydawał z głośników piski. Oznaczało to, że zakończył swą pracę. Gdy wujek Pawła zobaczył wyniki wydrukowane na kartce zbladł i natychmiast wybrał numer do Pawła.
- Cholera jasna, odbierz to, musisz odebrać! Jak to brak zasięgu, oni już zeszli. Cholera, oby nic im się nie stało!
~*~
Para szybko uwinęła się i już po chwili byli na dole. Paweł oświetlał sobie drogę mocną latarkę i widział wszystko co było przed nim w odległości 50 metrów. Przez dłuższy czas szli górniczym chodnikiem w głąb kopalni, a następnie drewnianymi schodami w dół. Gdy zeszli z schodów, chłopakowi zakręciło się w głowie i w ostatnim momencie Marta uchroniła go przed upadkiem.
- Paweł, co Ci jest?
- Nic, wszystko w porządku, po prostu miałem chwilę słabości.
- Na pewno?
- Na pewno, ale jak chcesz to teraz Ty możesz prowadzić Nas.
- Jasne, że poprowadzę.
- To dobrze. - Paweł w tym momencie spojrzał na ekran swojej Nokii i zobaczył na nim bardzo duże zakłócenia. - Teraz to już wiadomo, czemu źle się poczułem. Są tu duże zakłócenia elektromagnetyczne, które i mnie dotknęły.
- Poradzisz sobie z nimi?
- Tak, tylko muszę odkryć ogon, z resztą Ty też możesz, jesteśmy i tak sami. Idźmy dalej.
W czasie dwugodzinnej wędrówki Paweł nadal nie czuł się zbyt dobrze. Oczywiście ukrywał to przed Martą, aby iść dalej i nie potrzebnie ją martwić. W pewnym momencie uderzyła go fala wspomnień:
"- Rozumiem to oczywiście. Masz tu ziółka, dobre na uspokojenie zmysłów i chwilowe wyciszenie uczuć."
"- Nie, nie możecie zrezygnować, to wasze przeznaczenie. Mogę Ci jeszcze powiedzieć, że nie możesz ufać nikomu, prócz swojej dziewczynie.
- A co z BlackIT i Dobromiłą?
- Zapamiętaj, możesz ufać tylko swojej partnerce, nikomu innemu. Okej?"
"- Uważaj na nich.
- Na kogo i czemu?
- Ty wiesz na kogo. A czemu, to mogę Ci tylko powiedzieć, że zależy im na ich życiu, inne niszczą lub przejmu... "
"- Tak, mnie to też zastanawia, niby czarodziejka, mająca te wiele lat na karku i nagle traci siły. Może dlatego go nie zauważyła."
"- Cześć Dobromiło. Co tam słychać?
- Wszystko w porządku. Dzwonię do Ciebie w sprawie Waszego wyjazdu. Macie w najbliższym czasie pojechać do nieczynnej kopalni w Kletnie.
- Gdzie ona jest?
- Na południowym-zachodzie Polski, niedaleko granicy Czeskiej i Niemieckiej.
- Co mamy tam szukać?
- W chodniku kopani, na poziomie 200 metrów pod poziomem gruntu, jest ukryte źródło energii przeznaczonej dla Was. Wystarczy, że przyjedziecie z nim do mnie i ja Wam pomogę użyć go.
- Do kiedy mamy czas?
- Do 25 lutego. Cześć"
Paweł przed sobą miał obraz tych wszystkich wydarzeń licząc od pierwszego spotkania z Dobromiłą do dnia dzisiejszego.
- No tak, to te zioła. To one sprawiały, że nie widziałem tylu ważnych aspektów. Darek i Angelika zostali zahipnotyzowani, a mój znajomy ze szkoły który mnie zaatakował został opętany. To Dobromiła napuściła ABW na organizację, a oni sami są już na krańcówce życia. Do tego potrzebują Nas.
- Paweł wszystko w porządku? - Chłopak usłyszał słowa Marty, które przywołały mu jeszcze jeden obraz. Na forach internetowych o tej kopalni zauważył pewną zależność, której nie widział wcześniej. Teraz dopiero odtwarzając każde zdanie odczytał ukrytą wiadomość od BlackIT: "Gdy na prawej ścianie zauważysz znak półksiężyca, to za 100 metrów, będzie czekała na Was śmiertelna pułapka."
- Śmiertelna pułapka, pułapka, pułapka, znak półksiężyca. O kurwa, ten znak już był i to 100 metrów stąd!
- Marto, Marto! Szybko przybiegnij do mnie! - Krzyczał Paweł do swej partnerki, jednocześnie biegnąc do niej. W tej chwili podłoże będące pod nimi znikło, a ukazała się przepaść do której wpadli obydwoje.
- Paweł co się dzieje, Paweł!
- Zmień się, zmień się!
- Nie mogę!
- Ja też nie, cholera, złap mnie za rękę. - Dno przepaści było coraz bliżej nich, a oni spadali już przez około 400 metrów. Chwycili się za ręce.
- Spróbujmy razem! Uda Nam się, musi się udać! Cholera!
- Nie!!!
~*~
21 luty, kilka minut po północy, Kolbudy.
Zygmunt obserwował dom Dobromiły i BlackIT. W pewnej chwili poczuł ukłucie w sercu i znał już losy Pawła. Uronił jedną łzę, a następnie odjechał samochodem spod domu.
W samym budynku Dobromiła przebywała w ciemnym i ciasnym pomieszczeniu. Po chwili wszedł do niego także Black, który został przywołany przez nią.
- Dobromiło, czy to są świeczki światła życia Marty i Pawła?!
- Tak, myślałeś że ostrzeżesz ich przede mną? Na prawdę myślałeś, że jestem aż tak głupia? O nie, ja to przewidziałam już dużo wcześniej. Wszystko gotowe było już w listopadzie, a przygotowania rozpoczęłam w 2011 roku. To ja byłam jego dziewczyną przez ponad rok, aby go tylko złamać. Średnio to mi się udało, jednak moje zioła poskutkowały i wpadł w moją pułapkę.
- Coś Ty zrobiła, chora jesteś! Już mnie nigdy nie zobaczysz, odchodzę!
- A idź, umrzesz tu jak jakiś śmieć, a ja będę żyła wiecznie. Słyszysz: wiecznie!
BlackIT opuścił szybko pomieszczenie w którym została tylko staruszka oraz dwie zgaszone przez podmuch wiatru świeczki, przez podmuch śmierci...
---------------
Cześć. Przepraszam za długą nieobecność. Niestety mam dużo pracy, nauki, a za mało czasu. W dodatku mam problem z dostępem do internetu, a to komplikuje sprawę. Dobrze, że choć na chwilę mogę skorzystać z internetu w komórce. Jak wiecie przed Nami rozdział 15, który zakończy pierwszą część NMG i rozjaśni wszystkim o co tu chodzi. Mam nadzieję, że ten dużo już wyjaśnił. Mam nadzieję, że następny rozdzaiłbędzie jeszcze w tym roku.
Nie będę więcej się rozpisywał, więc nie pozstaje mi nic innego jak oczekiwanie na komentarze, pisanie kolejnego rozdziału i życzenia Wam Wesołych Świąt ;)
Trzymajcie się :)
MG93
Blog z końcem 2014 roku został przez autora zakończony. Opowiadanie to przedstawiało losy Marty i Pawła, którzy zostali wplątani w dwa światy: świat magii i świat kosmitów. Niestety w przyszłości Pawła dopadła przeszłość i dlatego cała linia czasowa została unicestwiona. Nowa linia czasu jest opisywana na trojmiejskie.blogspot.com Wszelkie prawa autorskie do poniższego opowiadania należą wyłącznie do autora MG93 Trójmiasto. Wykorzystanie tekstu bez zgody autora będzie uznane jako kradzież.
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Fajny rozdział. Kiedy następny.
OdpowiedzUsuńBardzo możliwe, że jeszcze w tym roku :). Dzisiaj spróbuje coś napisać, a po publikacji muszę zastanowić się co dalej, mam dwa nurty i muszę wybrać jeden.
Usuń