Stanąłem wtedy jak wryty, nie wiedząc co
teraz mam zrobić. Nie mogłem się posunąć ani w przód, ani w
tył. Jedynie co mogłem zrobić to stać jak słup w tym przeklętym lesie, który
przecież znałem nie od dziś. Zawsze tu jeździłem rowerem, były tu
wręcz idealne warunki dla rowerzysty jeżdżącego lasami. Zawsze lubiłem jeździć po lasach, nie było tu ludzi, była zatem cisza i spokój. Idealne wręcz miejsce dla samotnika.
Las w tamtej chwili nie był już
tak przyjazny. Wcześniej padał lekko krwisty śnieg, było ciemno, a ja tutaj jak głupi wpakowałem się w szpony strachu. Nie
potrafiłem tego wyjaśnić.
Było ciemno i głucho. Musiałem wytężyć swoje zmysły, aby cokolwiek dostrzec, lecz wiedziałem, że to co stało przede mną jest złe i zamierza mnie skrzywdzić. Nie ufając swoim odczuciom chciałem zobaczyć mojego przyszłego oprawcę, co nie było najlepszym rozwiązaniem, gdyż za chwilę moja prośba zmaterializowała się.
Słyszałem dźwięk padających płatków śniegu i lekkiego szumu lasu.
Było ciemno i głucho. Musiałem wytężyć swoje zmysły, aby cokolwiek dostrzec, lecz wiedziałem, że to co stało przede mną jest złe i zamierza mnie skrzywdzić. Nie ufając swoim odczuciom chciałem zobaczyć mojego przyszłego oprawcę, co nie było najlepszym rozwiązaniem, gdyż za chwilę moja prośba zmaterializowała się.
Słyszałem dźwięk padających płatków śniegu i lekkiego szumu lasu.
Próbując wytężyć moje zmysły do moich granic możliwości, słyszałem, a także na moje nieszczęście widziałem postać, która stała
jakieś 10 metrów od miejsca w którym stałem. Doskonale słyszałem jej równe i mało
donośne warczenie. Widziałem też jej świecące ślepia. Po
opanowaniu moich skołatanych nerwów, dostrzegłem jej rysy, które
przypominały jakąś postać zwierzęcą. Nie mogłem wywnioskować
co to za zwierzę, a jego wielkości mogłem się tylko domyślać. Nie miałem pojęcia o istnieniu tych stworzeń i o tym że kiedyś i ja...
Po dłuższym staniu na przeciwko siebie padły na nas nagle dwa osobne, delikatne strugi światła. Nie zdziwiło mnie to, bo co mnie jeszcze mogło mnie zdziwić w tej sytuacji, lecz jak zazwyczaj bywało, pochwaliłem dzień przed zachodem słońca.
Mogłem w całej okazałości dostrzec mojego przeciwnika, jak mogłem w tamtym momencie delikatnie ująć. Była nim wilczyca, ale zdałem sobie sprawę, że nie mam do czynienia z zwierzęciem. Bo która wilczyca, albo nawet wilk w tamtych czasach jest dwu i pół metrową postacią na czterech dużych łapach, w jakieś dziwne wielokolorowe paski. To było coś nowego dla mnie, przez co lekko się zachwiałem. Taki urok szoku u początkujących, którzy zderzają się z światem którego nie znają.
Po dłuższym staniu na przeciwko siebie padły na nas nagle dwa osobne, delikatne strugi światła. Nie zdziwiło mnie to, bo co mnie jeszcze mogło mnie zdziwić w tej sytuacji, lecz jak zazwyczaj bywało, pochwaliłem dzień przed zachodem słońca.
Mogłem w całej okazałości dostrzec mojego przeciwnika, jak mogłem w tamtym momencie delikatnie ująć. Była nim wilczyca, ale zdałem sobie sprawę, że nie mam do czynienia z zwierzęciem. Bo która wilczyca, albo nawet wilk w tamtych czasach jest dwu i pół metrową postacią na czterech dużych łapach, w jakieś dziwne wielokolorowe paski. To było coś nowego dla mnie, przez co lekko się zachwiałem. Taki urok szoku u początkujących, którzy zderzają się z światem którego nie znają.
Wilczyca swoimi wielkimi, wyłupiastymi i
świecącymi oczyma obserwowała każdy mój, nawet najmniejszy ruch i znów staliśmy tak
kilkanaście minut w bezruchu. Dla mnie była to wieczność, która
się przeciągała, gdyż najgorsze było oczekiwanie na wyrok: czy jakimś cudem przeżyję, czy nie. Zdziwiony byłem, że zależało mi na moim życiu. Opisując detale, pominąłem kilka, które z tamtego zdarzenia zapamiętałem. Wilk posiadał
wielkie, szpiczaste uszy. Były one w kolorze czarnym, a na nich
widniały 2 białe kropki, co przykuło moją uwagę. Dostrzegłem też na łapach porządne,
ostre pazury, które były w kolorze czerwonym.
Widząc to wtedy, jak już wcześniej wspomniałem ledwo stałem na nogach. U wilczycy wyczułem szyderczy uśmiech, którego nie widziałem, lecz czułem go. Taki śmiech z rychłej śmierci ofiary. Nie pocieszało mnie to. Podczas ostatnich minut mojego życia znów podsumowałem je, tym razem dogłębnie przeanalizowałem każde wspomnienie. Nadal bilans wychodził na minusie, lecz tym razem postanowiłem nie dawać nikomu kredytu, sam chciałem o nie zawalczyć.
Widząc to wtedy, jak już wcześniej wspomniałem ledwo stałem na nogach. U wilczycy wyczułem szyderczy uśmiech, którego nie widziałem, lecz czułem go. Taki śmiech z rychłej śmierci ofiary. Nie pocieszało mnie to. Podczas ostatnich minut mojego życia znów podsumowałem je, tym razem dogłębnie przeanalizowałem każde wspomnienie. Nadal bilans wychodził na minusie, lecz tym razem postanowiłem nie dawać nikomu kredytu, sam chciałem o nie zawalczyć.
Miałem już dość tej sytuacji. Cofnąłem się o jeden krok w tył, w stronę jeziora do którego miałem jakieś 2 kilometry. Wilczyca postąpiła podobnie, lecz w moją stronę. Myślałem, że padnę na miejscu. Po chwili uświadomiłem sobie, że w kieszeni gdzie zazwyczaj miałem telefon, mam mój scyzoryk po ojcu. Podjąłem decyzję, że walkę czas zacząć, a gdy przeżyję postaram się sam zmienić moje życie, nie licząc już na nikogo, prócz siebie i może kogoś bardzo bliskiego jeśli kiedykolwiek kogoś takiego odszukam. Pierwszy raz w życiu moje marzenie bardzo szybko się spełniło, choć o tym nie wiedziałem.
Gdy tylko go wysunąłem, wilk rzucił się na mnie. Scyzorykiem udało się go lekko dziabnąć i go straciłem. Musiałem walczyć gołymi rękoma.
Odepchnąłem ją kilka razy, przez co
połamało się kilka drzew. Nie miała tego dość, chyba nawet
nudziło jej się. Raz ja, a raz ona byliśmy
przyciśnięci do ziemi lub drzewa. Myślałem, że jak uderzy mnie o drzewo to ja połamię kręgosłup i nic nie będę mógł zrobić. Jednak drzewo, a nie ja byłem połamany. Po chwili znaleźliśmy się od siebie 5
metrów i każdy był wykończony. Byliśmy przy dość głębokiej,
chyba na dziesięć metrów dolinie. Tu wszystko się rozstrzygnęło.
Nagle wilczyca dostała jakby turbo
doładowania i wskoczyła na jedno, potem na drugie drzewo, które
znajdowało się za mną....
Zeskoczyła z niego na mnie, wgryzając
się boleśnie w kark i od razu odskakując.
Poczułem chwilowy ból, a następnie
bezwładność mojego ciała. Przez 10 sekund spadałem w dół
doliny, ze skarpy. Moje ciało z impetem uderzyło o ziemię. Nie po
czułem nic, nie mogłem nic zrobić.
Przy mnie znalazła się wilczyca.
Położyła się obok mnie, lecz nie był to ten sam wilk.
Gdy się położyła, zmieniła swoje
kolory na biało szare, jej pazury były czarne, a sierść lśniąca.
Szybko się zerwała i swoim pyskiem
wisiała nad moim bezwładnym ciałem.
Żałowałem, że nie straciłem
przytomności, bo jedynie co mogłem zrobić to oczekiwać na
wyrok....
~*~
~*~
„ ...według Marty ”
Dzień jak co dzień.
Jedynie co zmieniło się, to krótsze przebywanie w szkole, której
nienawidziłam. Z jednej strony cieszyłam się, że dzięki wigilii
urwę się szybko stąd, z drugiej jednak strony nie chciałam się
ściskać z tymi wszystkimi debilami klasowymi, z którymi byłam zmuszona przebywać na co dzień. Jednak wolałam mniejsze zło. Czasem nie żałowałam, że nie zintegrowałam się z
nimi.
Po godzinie udręki wymknęłam się i
poszłam do domu. Oczywiście nikt tego nie zauważył, ponieważ wszyscy
mieli mnie gdzieś. Nikt nie przejmował się mną, na szczęście mogłam liczyć na jeden wyjątek. Była nim moja przyjaciółka.
Gdy dotarłam do domu to od razu poszłam na górę. Tam trochę
się ogarnęłam, ściągnęłam kilka utworów, a następnie położyłam się na moje niezbyt wygodne łóżko i po chwili zasnęłam. Kogoś może dziwić oddawanie się objęciom Morfeusza w dzień, jednak dla mnie to była normalna sytuacja od
kilku miesięcy, gdyż co mogłam innego robić, jak prawie z nikim nie utrzymywałam kontaktu, a ja sama byłam coraz bardziej zmęczona atmosferą panującą wokół mojej osoby zarówno w domu jak i w szkole.
Po godzinie ulgi od wszystkiego co złe obudził mnie mój telefon. Sprzęt ten marki Nokia był już dość stary pod względem obecnej technologi, jednak lubiłam go za
wytrzymałość. Wytrzymał już tyle upadków, że żaden smartphone nie wytrzymałby tyle. Najpewniej rozpadłby się gdyby był na miejscu mojej poczciwej Nokii. Telefon ten swoim domyślnym dzwonkiem, który był wszystkim znany jako Nokia Tunes oznajmiał, że ktoś próbuje się do mnie dzwonić. Mogła to być tylko jedna osoba: moja najukochańsza oraz jedyna przyjaciółka Angelika. Odebrałam lekko zaspanym
głosem:
- Cześć moja najdroższa, co tym
razem chcesz, a raczej co znów wymyśliłaś?
- Cześć, nic specjalnego. Słyszę że
spałaś znów. – Ona nawet przez telefon potrafi mnie zlustrować, pomyślałam w głowie.
- No niestety, a co mam innego robić?
Nic nie układa się tak jak bym ja chciała.
- Niech zgadnę, Piotrek. Czemu Ty do tego wracasz? To co się stało to się nie odstanie. Zamiast wspominać przeszłość i do niej wracać, lepiej byś się zajęła czymś bardziej pożytecznym. Chyba, że chcesz zapędzić siebie w depresję?
- Ja i depresja. Kpisz sobie. Lepiej powiedz co kombinujesz, a nie wykłady mi tu wygłaszasz? -Nie lubiłam jak Angelika wtrącała się w moje życie. Ja chciałam sobie sama je ułożyć, jednak z nią to było ciężko wykonać. No i musiała mieć rację z tą depresją.
- Ja już Cię dobrze znam, jednak jeśli nie chcesz się przyznać to nie . Co do kombinowania: związku z tym, że nie masz co robić, to idziemy się przebiegnąć.
- Musimy?
- Tak.
- No dobra, to gdzie mamy się spotkać?
- Jak to gdzie, przy
naszej kryjówce. Czy muszę za każdym razem Ci przypominać, z resztą kiedy Ty ostatnio byłaś tam, co?
- Tak, musisz. Ja będę tam w ciągu 30 minut. - Gdyby ona wiedziała, że ja tam bywałam bardzo często, nawet w te chłodne dni. Tylko tam potrafię się wyciszyć i ogarnąć swoje skołatane nerwy. Otoczenie w którym żyję doprowadzało mnie do szału.
- Dobrze, ja też się postaram być szybko. Tylko nie zapomnij czegoś.
- Czego?
- Jak to czego, swoich nie potrzebnych ubrań. Ja już Ci nie pożyczę, najwyżej będziesz radzić sobie bez nich.
- No okej, już wezmę tym razem. Musisz mi to wypominać, zwłazcza, że powinniśmy żyć spokojnie w przypadku naszej natury?
- Ja się tylko z Tobą droczę. Dobra, ja już kończę, nie lubię jak zaczynasz się kłócić przez telefon. Do zobaczenia na miejscu.
- Cześć, do zobaczenia.
Zakończyłam tą dość krótką
rozmowę, gdyż nasze standardowe gadanie trwało zawsze co najmniej pół
godziny.
Spakowałam stare ubrania, bo nasza
natura była nieokiełznana, zawsze może Nas zaskoczyć czymś nowym. Dobrze, że miałam dużo rzeczy, które doskonale się do tego nadawały. Co
mnie wkurzało w rozmowie z moją przyjaciółką to, że nie
mogłam z Nią gadać przez telefon o naszym drugim ja, ponieważ
wiedziałyśmy, że super komputery operatorów komórkowych wychwytują zakazane
słowa, które były przekazywane następnie do tajnej agencji
państwowej o której mało kto miał pojęcie. Niestety nasza druga część była wśród teoretycznych zagrożeń dla władzy i dlatego musiałyśmy uważać.
Plecak z zapakowanymi ciuchami
założyłam na plecy. Zanim to zrobiłam, wpakowałam do niego
jeszcze mojego podręcznego netbook-a. Gdy wyszłam z mojego małego
pokoju i po schodach kierowałam się do wyjścia z domu, zobaczyłam
co robi moja rodzinka. Mimo, że mieszkamy w dużym domu to i tak wszyscy na czele
z rodzicami siedzieli zawsze przy PS3. Oj jacy byli oni nieświadomi tego
co się dzieje wokół nich i do tego mnie ignorowali. Zawsze tak
było. Już wiele razy bym wpadła ale oni byli nieogarnięci. Byli już
chyba uzależnieni od tej konsoli, jeszcze wtedy nie wiedziałam, że coś to powoduje. Gdy wyszłam na ulice Kiełpina
Górnego odetchnęłam z ulgą, że uciekam stąd na kilka godzin lub
dłużej. Nie wiedziałam, że na dłużej niż planowałam.
Poszłam w głąb lasu, który
znajdował się jakieś 500 metrów od mojego miejsca zamieszkania.
Skierowałam kroki do mojej, to znaczy naszej kryjówki.
Kryjówką był wielki bunkier. Był on
położony w małej dolince, a sam był otoczony rowem o szerokości
i głębokości 3 metrów. Mimo tego był nieźle zamaskowany.
Znalazłam go pół roku temu, lecz gdybym nie miała swoich
nadludzkich zdolności, nie wykryła bym go. Wtedy zdziwiła mnie
jego wielkość, która była ukryta pod ziemią oraz to, że w
żaden sposób nie był zaminowany. Znalazłam w nim nawet kilka ciekawych rzeczy.
Odkryłam wejście, rozejrzałam się
po okolicy i szybko weszłam do niego. Bunkier miał chyba z 1000
m2. Posiadał 20 pokoi i swoje tajemnicze źródło zasilania. Mieliśmy tu
kuchnię, 3 łazienki i co najważniejsze internet. Wyłożyłam
swego netbook-a i z miłą chęcią pobuszowałam po necie.
Później zorientowałam się, że Angelika się spóźniała, a wiedziała że ja, Marta Gondyńska
nie lubiłam, jak ktoś jest spóźniony, zwłaszcza gdy tym kimś była ona. To chyba
związane było z wiekiem, bo już miałam wtedy lat osiemnaście na karku.
Postanowiłam, że przebiorę się w
bardziej „robocze” ciuchy oraz pochodzę po naszym drugim "domu".
Mimo, że wszystko w nim było żelbetonowe, jednak posiadał to
swoiste ciepło, którego brakowało mi i mojej towarzyszce w naszych rodzinnych domach.
Po jakiś 20 minutach rozmyślania nad
przeszłością w niezagospodarowanym przez nas pomieszczeniu,
dostałam SMS od Angeliki. Byłam zdziwiona jego treścią.
Ona po prostu mnie wystawiła. Napisała
w nim, że jej chłopak Dariusz, który jest starszy od Nas o 3 lata postanowił
zabrać ją na narty, które potrwają do końca roku.
- Szczęściara - Pomyślałam od razu i
smutek ogarnął moje serce.
Po chwili zastanowienia, postanowiłam
pójść na spacer do Kowal przez Otomin, a następnie wrócić
okrężną drogą, drugim wcieleniem.
Powyłączałam wszystko, zamknęłam
bunkier, zamaskowałam podziemne wejście i poszłam w las. Las ten
był zwykłym lasem liściowym, lecz bardzo gęsto rosły tu drzewa.
Między nimi leżał lekko szarawy śnieg. Widziałam po drodze kilka
wiewiórek. Szłam dość popularnym szlakiem rowerowym, z którego o
tej porze nikt nie korzystał.
Złapałam lekką zadyszkę co mnie
lekko zdziwiło, bo u nas nie powinna się zdarzać, przynajmniej wtedy już od
8 miesięcy. Usiadłam na kamieniu, wyciągłam mój telefon w którym
przeglądałam zdjęcia. Moje i byłego. Rozstaliśmy się w trochę
złej atmosferze. Dosyć, że mnie zdradził to jeszcze nie potrafił
zaakceptować mojej zmiany mimo, że nie wiedział z czego wynikała rzadkość naszych spotkań oraz braku zgody na kilka spraw. Cały
rok zmarnowałam przez niego.
Szybko schowałam telefon i ruszyłam
dalej. Padający śnieg wydawał się lekko czerwonawy, ale nie
interesowało mnie to zbytnio. Nie w tej chwili....
Po przejściu jakiegoś kilometra
czułam ogromny ból, który nie miał zamiaru się zmniejszyć. W
pewnym momencie zakręciło mi się w głowie. Upadłam. Po kilku
minutach wstałam, zauważając przy tym rosnącą sierść.
Przeraziło mnie to, ponieważ ja nie miałam wielokolorowej sierści, a ona taka była. Po kolejnych minutach zdałam sobie sprawę, że straciłam
kontrolę nad ciałem, a wiedziałam, że nie kontrolowana przemiana
nic dobrego nie wróży. Nie miałam żadnej kontroli i mogłam czuć jedynie
rozrywający ból oraz obserwować co się dzieje wokół mnie. Po
sierści moje ręce i nogi zamieniły się w wilcze łapy. Ból stał
się większy niż podczas pierwszej przemiany.
Bardzo bolesny okazał się wyrastający
czarny ogon. Był bardzo długi, co nie było normalne.
Następnie moja głowa zmieniła się w wilczy pysk, na którym, a
dokładnie na jego szczycie znajdowały się szpiczaste czarne uszy, na których znajdowały się dwie kropki. Cieszyłam się z tego, bo
to jedyna część mojego ciała, która była normalna. Na końcu
zwiększyła się masa i długość mojego ciała.
Wewnętrzny wilk, który panował moim
ciałem powęszył przez chwilę i ruszył w stronę leśnego
przedłużenia ulicy Otomińskiej. Pędził niesamowicie szybko, więc
mało widziałam okolicę.
Po jakiś 5 minutach dotarliśmy do
„celu”. Byliśmy w środku lasu a dookoła padał gęsty śnieg.
Przed sobą widziałam chłopaka ledwie trzymającego się na nogach.
Po kilkunastu minutach ten chłopak
wyjął scyzoryk co rozruszyło coś co mną kierowało? Chłopak został zaatakowany, lecz odparł jego atak, odrzucając mnie na drzewo, przy
okazji je łamiąc. Zdziwiło mnie, że zwykły człowiek posiada
tyle siły.
Atak powtórzył się kilka razy ale za
każdym razem go odparł. W końcu znaleźliśmy się na dość
głęboką doliną. Wskoczyłam na drzewo, potem
na drugie. Z niego skoczyłam do karku chłopaka wbijąc jego, a raczej
moje kły w jego kark. Szybko odskoczyłam, a chłopak runął w tą
przepaść.
Zbiegłam szybko do Niego i położyłam
się. W tym momencie odzyskałam kontrolę nad przemianą, powróciły
normalne parametry mojego wilczego ciała. Szybko wstałam i
obejrzałam zranionego. Był nadal przytomny, lecz nie mógł wykonać
żadnej czynności. Obserwował tylko moje ruchy. Po pięciu minutach
stracił przytomność, a ja wzięłam go na plecy i poszliśmy w
znane mi miejsce....
--------------------
Drodzy czytelnicy. Proszę Was o komentarze na które czekam z pokorą. Chce usłyszeć co sądzicie o moim opowiadaniu. Wytykajcie błędy abym mógł się doskonalić, ponieważ jest to pierwsze moje dzieło. Czekam niemiłosiernie
Pozdrawiam:
Cerber z Trójmiasta (obecnie MG93)
A więc tak, opowiadanie wydaje się być ciekawe i czekam na następny rozdział. :)
OdpowiedzUsuńA jeśli chodzi o błędy, to za specjalnie nie zwracałam na nie uwagi, ale mimo to zauważyłam kilka, ale to takich drobnych, typu - przecinki, czasami nie stawiałaś kropek na końcach wypowiedzi... Ale to nic wielkiego, sama je często popełniam. :P
I jeszcze jedną rzeczą, o którą bym prosiła to opisy wyglądu. Na przykład jak Marta przemieniła się w wilka to dowiadujemy się tylko jaki miała kolor uszu i pazurów, a sierść? Dobra, nie będę ci tu marudzić, a tym bardziej, że te błędy są minimalne i nie przejmuj się nimi bardzo, a poza tym - możesz zawsze edytować rozdział i je poprawić ( co nie jest konieczne ).
Ogólnie to spodobało mi się i czekam na następne NN. ;)
Zapraszam do siebie:
http://onegirl-oneman.blogspot.com/
Pozdrawiam. :3