sobota, 5 stycznia 2013

Rozdział 4: Nowe życie, wstęp jedynie

Tego samego dnia Paweł został zaniesiony do tajnego bunkra przez wilkołaka, którym była Marta. Po pół godzinie dotarli na miejsce docelowe. Trwało to tak długo, ponieważ jej organizm był wyczerpany przez niekontrolowaną przemianę i walkę z tym człowiekiem.
W samym bunkrze wilczyca umieściła go na dość miękkim łóżku, które znajdowało się w nieużywanym dotąd pomieszczeniu. Oprócz łóżka nic tu więcej nie było i dlatego panował porządek.

Założyła mu opatrunek na kark, co było raczej podyktowane troską niż koniecznością, gdyż jego rana po rozszarpaniu jej wielkimi kłami w dość szybkim tępię się goiła, co dawało wiele do zrozumienia. Marta następnie udała się do swojej łazienki, gdzie zmyła z siebie krew. Dotarło do niej co mu zrobiła i była przestraszona. Ona nie wiedziała co się tak naprawdę stało się z nią, czemu straciła kontrolę oraz dlaczego właśnie jego wytropiła i zaatakowała. Ciekawiło ją co ten dziewiętnastoletni chłopak robił w Otomińskim lesie. Dziwiło ją to, ponieważ zdążyła przejrzeć jego dokumenty, które wskazywały miejsce zamieszkania z którego trudno dojechać i dojść tutaj, zwłaszcza w takie warunki atmosferyczne. Dość, że udało mu się w to miejsce dotrzeć, to jeszcze przeszedł kilka kilometrów w śnieżycę.
 

Po kilku minutach przestała nad tym rozmyślać, gdyż spostrzegła się że jest godzina 18, a ostatni najbliższy autobus z Kiełpina odchodzi o 20:00. Zmartwiło to ją, ponieważ musiała dla tego nie przytomnego chłopaka zorganizować „zastępstwo”. Ktoś przecież musiał go zastąpić, aby nikt go nie szukał i niepokoił go przez jakiś dłuższy czas. Spodziewała się, że Paweł na pewno dłużej tu pozostanie.
Od razu podeszła do szuflady z
zupełnie nie potrzebnymi gratami. Po 5 minutach namiętnego szukania i wyrzucania wszystkiego co napotkała na podłogę, znalazła odpowiednią rzecz do stworzenia „zastępstwa jego życia”. Był nią pewien przedmiot koloru białego, bardzo przypominający pistolet.Oczywiście nie chciała nim zabić ani zranić Pawła, lecz wycelowała w Niego. Po naciśnięciu przycisku przypominającego spust, nie wyleciała z niego żadna kula ani nabój, jak by naoczny świadek domyślał by się, lecz z wiązkę światła, gdyż tak naprawdę było to narzędzie do klonowania wszystkich stworzeń, nawet ludzi. Znalazła je kiedyś w bunkrze zaraz po odkrywaniu jego wszystkich zakamarków i przeglądania rzeczy znajdujących się w nich. Odkryła jego właściwości, gdy sprawdzając jego kształt, przypadkiem nacisnęła przycisk i siebie sklonowała. Od tam tej pory wie jak go obsługiwać, do czego służy i bardzo często wraz z przyjaciółką wykorzystywała go. Wracając do Pawła. Gdy z wiązka światła padła na niego, to jego ciało lekko zabłysło, przez co wydobyła się jego idealna, świetlista powłoka, złożona tylko z czystej plazmy. Marta następnie skierowała tą "powłokę" na podłogę. Po chwili skierowała się do szuflady, aby schować przydatne dla niej w trudnych sytuacjach narzędzie, a samą szufladę zamknęła na klucz.
W tym czasie plazma zdążyła się wykreować na idealną kopię dziewiętnastoletniego chłopaka o imieniu Paweł, leżącego nieprzytomnie na łóżku.
Była już kompletnie przygotowana do pełnienia swej jedynej roli, gdyż ubrania też uległy "sklonowaniu".
Sklonowanej postaci podała "jego" tzn. Pawła dokumenty i kazała opuścić bunkier. Nie musiała nic więcej mówić, gdyż klon posiadał wszystkie wspomnienia i zachowania Pawła, więc kopia wiedziała gdzie ma się udać i w jaki sposób ma żyć za niego. Paweł po możliwości częściowego powrotu do swojego starego życia, będzie mógł złączyć się z klonem i uzyskać jego wspomnienia, dokonania, gdyż Marta zdążyła odkryć właściwość klonów. Wiadomo, że lepiej się uczą, a podczas złączenia właściciel uzyskuje jego doświadczenia i umiejętności, nie zapominając ich nigdy.


Nadeszła godzina 21:00.
Marta obserwując przez większość chłopaka, dostrzegła że jego kark całkiem się zrósł, a po ugryzieniu zostały tylko 3 małe kropki. Martwiła się o niego, co ją dość mocno dziwiło.
W między czasie próbowała nawiązać kontakt się z Angeliką, lecz była trudna sztuka, niemożliwa do wykonania. Jej przyjaciółka miała wyłączony telefon, aby nikt, nawet przyjaciółka Marta nie mogła przeszkadzać jej swoimi problemami, podczas gdy ona była z Darkiem i spędzała swoje najlepsze chwile w życiu. Gdy po 7 razie ponownie usłyszała dobrze jej znane: "Abonent jest poza zasięgiem sieci lub ma wyłączony telefon.", zrezygnowała.
Gdy weszła z powrotem do pokoju Pawła (zdążyła mu ten pokój przypisać), dostrzegła lekko otwarte oczy, a do jej uszu dotarło jego mamrotanie. Wywnioskowała z niezrozumiałego bełkotu, że chłopak nie wierzy w w swoje dalsze życie.
Po kilku minutach dość oprzytomniał aby mógł dostrzec Martę, jej ciemne długie i proste włosy, zielone oczy, smukłą sylwetkę i jej przestraszona minę. Był on bardziej przestraszony od niej, przez co zerwał się nagle z łóżka. Jednak poczuł duży ból w karku, więc usiadł z lękiem na łóżko. Odczekał kilka minut zanim ból trochę minął. Cały czas obserwowany przez lśniące oczy Marty, odważył rozpocząć z nią rozmowę:


- O kurde, co tu się dzieje, gdzie ja jestem? - odezwał się dziwnym głosem, jak by był jakimś nałogowym narkomanem.
- Leżysz. - odpowiedziała niepewnie Marta. Bała się jego reakcji, przecież go nawet nie znała, mógł jej zrobić krzywdę. W lesie pokazał ogromną siłę i nie wiedziała czym jest, ani dlaczego doszło do tej walki.
- To już wiem, ale co ja tutaj tak na prawdę robię? - w jego głosie można było wyczuć złość i zażenowanie, które zastąpił w większości strach.
- Byłeś ciężko ranny, więc Cię zabrałam tu.
- Tu, czyli gdzie?
- W bunkrze położonym w lesie, pomiędzy Otominem, a Kiełpinem Górnym - odparła z lekką drwiną w głosie, który dla Pawła wydał się słodki, a zarazem wredny.
- W Otominie bunkier?? Ha, nie do wiary. To jest niemożliwe.
- No niestety Paweł, ja wcześniej bym też bym nie uwierzyła, gdybym go nie znalazła.
- Aha.... ej a gdzie moje dokumenty, telefon i kurtka?? - Dopiero teraz biedak spostrzegł, że nie ma wymienionych rzeczy.
- Nie mam, musiałam... yyy oddać komuś - Nie wiedziała co powinna mu dalej mówić. Trudno będzie mu to wszystko wytłumaczyć - pomyślała.
- Jak to komuś, która jest ogólnie godzina?!
- Spokojnie nie tak nerwowo, godzina jest 22:00
- 22:00, to jak ja wrócę do miasta, do mojego mieszkania??
- Twój klon się zajmie.... - Gdy wymcknęła się z jej ust informacja o klonie, zaczęła patrzeć na niego z wielkim strachem, który można było dostrzec w jej zielonych źrenicach.
- Mój klon, jaki klon?? Czy on ma te wszystkie rzeczy i dlaczego ja mam klona?! Jak ogólnie możliwe? Czy możesz do jasnej cholery mi to wyjaśnić?! - Chłopak zaczął panikować i krzyczeć, przez chwilę myślał że został porwany, aby wyjawić informację o organizacji, po chwili stwierdził że to musi być co innego.
- Możliwe i musiałam zrobić twojego klona,  ponieważ ktoś musi cię na jakiś czas zastąpić, ponieważ po tym wszystkim co przeżyłeś w lesie musisz zostać tutaj. Nie martw się, on nie tylko zastąpi Cię, ale nawet poprawi ci życiorys, uwierz mi.
- Dobra, niech będzie. Ale chwila, chwila! Skąd Ty wiesz o tym co przeszedłem w lesie?? -Zdziwienie rosło, można było je spokojnie wyczuć w powietrzu.
- No bo ja, jak ci to powiedzieć? No bo to ja Cię zaatakowałam.
- To ty byłaś tym przerośniętym, złym wilkiem, który mnie pogryzł, lekko to ujmując? - Zapytał się z wielkim strachem w oczach - Dlaczego to zrobiłaś?!
- Powiedzmy, że raczej ja wilkołakiem byłam, a dlaczego to zrobiłam? Odpowiedź jest prosta: nie wiem
- Jak to nie wiesz??? To przecież ty byłaś.
- Po prostu coś zawładnęło moim ciałem, zamieniło mnie w moją wilczą postać, lecz w zmodyfikowaną dosyć boleśnie dla mnie. Nie mogłam nic zrobić, tylko obserwować rozwój wypadków do momentu, aż ją znów odzyskałam.
- A to dlatego, gdy leżałem w tej dolinie, zmieniłaś kolory sierści i walory. Niestety nie wiem co się działo dalej, bo straciłem nie upragnioną wtedy przeze mnie przytomność.

- Potem to ja przyniosłam Cię tu, a resztę znasz – mówiła to przybitym głosem
- Nie wierzę. 

- Ja też, mimo że jesteśmy wilkołakami razem z moją tu nieobecną przyjaciółka od jakiś 8 miesięcy. 
- A są jeszcze jakieś istoty, które są tylko w legendach?
- Nie wiem, nie poznałam jeszcze.

- A jak ty stałaś się tym no wilko...? - Dopiero uświadomił sobie, że to pytanie nurtuje go od jakiś 5 minut.
- Wilkołakiem - pojawił się na jej policzku rumieniec - Ja z przyjaciółką po przeczytaniu różnorakich legend, postanowiłyśmy się zabawić, wykorzystując podane tam informacje o sposobie zamiany się w te stworzenia. Same wbiłyśmy w ziemie tutejszego lasu 5 kołków drewnianych i je przeskakiwaliśmy.
- Iii....?
- Oczywiście myślałyśmy, że te są to zwykłe legendy, które nie okażą się prawdą. Mimo to rozebrałyśmy się trochę i miałyśmy zapasowe ciuchy. Przydały się, gdyż w locie zamieniałyśmy się w wilkołaki, lecz tylko w takie ludzkiej wielkości z małym pyskiem, ogonem ,sierścią i sterczącymi uszami. Efekt trwał 5 minut i byłyśmy zdziwione. Na nasze szczęście nie wpadłyśmy na pomysł z wyciąganiem kołków bo pewno źle by się to dla nas zakończyło. Wpadłyśmy w jakiś amok, jak by uzależnienie i byłyśmy niezadowolone z krótkotrwałego efektu. Zachęcone prawdziwością legendy, zasięgłyśmy po jeszcze jedną metodę, która polegała na piciu wody ze źródła odwiedzane przez wilki. Znałyśmy tu takie ujęcie oddalone 5 kilometrów od Kiełpina i poszłyśmy tam. Piliśmy i kąpałyśmy się w nim przez godzinę, lecz oprócz kilku zdobytych zadrapań w wykonaniu gałęzi, nie było żadnego efektu. Mieliśmy jeszcze jeden sposób, lecz bałyśmy się przywoływać duchy, więc zrezygnowane wróciłyśmy do swoich domów.
- Ale w końcu stałyście się tymi przerośniętymi wilkami?? - zapytał Paweł z tak wielkim zaciekawieniem, że sam sobie się dziwił.
- No tak. Po jakimś tygodniu nastąpiła pełnia księżyca, a kilka godzin przed nią miałyśmy wielką chęć pójścia do lasu, gdzie przybyłyśmy o 22:00. To, że mamy rodziców, którzy nie specjalnie zwracają uwagę na nas, więc nikt nie pruł się, że tam poszłyśmy, bo o niczym nie wiedzieli. Równo o północy, najpierw ja, a później Angelika zamieniłyśmy się w te łagodne bestie i od tej pory potrafimy się w nie zmieniać kiedy tylko chcemy.
- A znacie kogoś innego z tych wilkołaków?
- Nie.
- Dobre, dobre. A mam pytanie, mogę je zadać?
- Pytaj śmiało – odpowiedziała.
- Czemu nie chcesz, żebym mógł pojechać do domu, jeśli jestem wyleczony??
- Po pierwsze, polubiłam Cię, a po drugie, chyba przez to ugryzienie staniesz się wilkołakiem, a pełnia pewno już nie długo, więc nie chcę ryzykować – gdy dokończyła to zdanie, obydwojgu zrzedły miny.
- No co ty, chyba żartujesz? - spytał zdezorientowany i zszokowany.
- Nie żartuje. Lepiej poczekać do niej i wtedy się zobaczy. Według mnie ten rozszarpany kark za szybko się wyleczył a to właśnie jedna z cech wilkołaków.
- Ratunku! Ja i wilkołak, no chyba nie. Który dzisiaj dzień lub rok??
- Nadal jest 21 grudnia. - Po usłyszeniu tych słów wypowiedzianych przez Martę, spadł dość pechowo z łóżka, łamiąc swoje palce. Gdy tylko na nie spojrzał po ponownym zajęciu miejsca na łóżku, złożyły się z powrotem.
- Nie no, to jest niemożliwe!
- Widzisz, a jednak. Zwróciłam jeszcze uwagę na twoją nadludzką siłę i zwinność podczas naszej walki.
- To by wszystko tłumaczyło, bo w dniu moich 19 urodzin po zerwaniu z moją byłą, pobiłem siedmiu dresów, którzy napadli na staruszkę w tramwaju. Powylatywali przez okna, a później gdy odprowadziłem staruszkę do jej kamienicy, to ona dziwne rzeczy wygadywała o mnie.
- A jakie??
Paweł opowiedział Marcie, co do szczegółu wydarzenia z dnia jego urodzin. Potem odparła:
- To może rzeczywiście ma jakiś sens, tylko ciekawy jaki?
- Nie wiem, jutro pomyślimy bo bym coś zjadł, a później poszedł spać, okej??
- Okej, kuchnie masz dostępną i dobrze zaopatrzoną, a potem możemy iść spać.
- Chętnie.


Tak, jak mówili , tak zrobili. Zjedli duże porcje naleśników z jabłkami. Podczas jedzenia poopowiadali swoje życiowe historię i trochę o swoich nieudanych związkach. Spędzili tak godzinę i poszli spać.


~*~
O godzinie pierwszej w nocy Marta i Paweł spali w swoich osobnych pokojach. Marta niedługo jednak obudziła się, bo poczuła chłód i jak by czyjąś obecność. Rozejrzała się po pokoju, lecz nikogo nie było. Nie mogła wytłumaczyć tego uczucia, więc postanowiła spać dalej. Przez dziesięć minut próbowała zasnąć, lecz nie mogła tego uczynić, gdyż nadal miała przeczucie, że ktoś tu jest lub coś jest nie tak.


Postanowiła więc dla swojego wewnętrznego spokoju przejść się po całym bunkrze. Przejrzała wszystkie pomieszczenia zwłaszcza te puste. Wchodziła także do tych, które były załadowane po brzegi jakimiś gratami.
Zajrzała też do pomieszczenia, w którym spał Paweł. Wpatrywała się przez bardzo dłuższą chwilę w jego śpiące, spokojne ciało. Po szkodach, które mu wczoraj wyrządziła nie było żadnego śladu, ani najmniejszego zadrapania, ani żadnych trzech kropek. Podziwiała go i zarazem siebie, że mimo wczorajszych niebezpiecznych przygód, potrafili dogadać się ze sobą, znaleźli wspólny język. Dzięki temu mogli normalnie i bez żadnych problemów poradzić sobie z tą dość ekstremalną sytuacją.
Dziwiło ją to, że ona pierwszy raz poradziła sobie sama w tak trudnych warunkach i bez żadnego wsparcia. Zazwyczaj opierała się na pomocy przyjaciółki, gdyż raczej w siebie nie wierzyła, przez co nigdy nie mogła ogarnąć problemów i pokonać ich.
Podczas "podglądania" spokojnego snu dziewiętnastolatka poczuła ukłucie w sercu jak by coś się zainicjowało. 


Po dziesięciu minutach rozmyślania, Marta postanowiła pójść do łazienki, aby trochę otrzeźwić swoją twarz. Łazienka była dość dużym pomieszczeniem. W jej wnętrzu znajdowały się 3 lustra, umywalka pofarbowana przez nią i jej przyjaciółkę na różne kolory tęczy, wanna o długości dwóch metrów oraz prysznic.
Podeszła do umywalki, obmyła się zimną wodą, co ją trochę przywróciło ją do życia. Gdy tylko spojrzała w lustro, zlękła się.

Zobaczyła w nim tułów jakiegoś wilka, zamiast dobrze znanej ludzkiej postaci. Przetarła oczy ręcznikiem, spojrzała najpierw na swoje ciało, a następnie ponownie w lustro. W obu przypadkach widziała swoje ludzkie oblicze. Pomyślała, że ta zjawa w lustrze, to wynik zmęczenia, mimo to i tak jak najszybciej opuściła łazienkę.
Chciała udać się do swojego pokoju, lecz przypomniała sobie, że nie sprawdziła jeszcze jednego pomieszczenia: kuchni. Po tym incydencie w łazience pewnie by nie odważyła się do niej pójść, lecz czuła duży głód mimo, że jeszcze godzinę temu jadła dość syte naleśniki, razem z Pawłem.

Sama kuchnia znajdowała się na końcu korytarza o szerokości pięciu metrów, a długości trzydziestu. Na samych ścianach korytarzu, oprócz lekkiego podświetlenia ledowego w kolorze niebieskim, nie znajdowało się nic więcej.
Droga do kuchni zajęła jej pięć minut, pomimo iż łazienka z której wyszła była w połowie korytarza. Miała uczucie, jak by słyszała głos, który odradzał jej kierowanie się w stronę kuchni. 


Mimo to głód zwyciężył.
Stanęła w drzwiach od kuchni, skąd obserwowała z bezpiecznej odległości pomieszczenie. Wyczuła czyjąś obecność mimo, że nikogo nie widziała. Gdy weszła do kuchni w celu skierowania się do pełnej lodówki, spojrzała mimowolnie na stolik, który stał w dość dużej wnęce. Gdy tylko zobaczyła postać siedzącą przy nim, zlękła się tak że rozbiła głowę o kant szafki znajdującej się nieopodal.
Zakręciło się jej przez moment w głowie. Gdy czuła że za chwilę straci przytomność, złapała się za drzwi od szafki wyrywając je z nawiasów. Zemdlała, upadając z hukiem na podłogę....



~*~
Paweł od chwili zaśnięcia spał bardzo dobrze, jak by łóżko na którym leżał było jego własnym łóżkiem. Już dawno tak dobrze nie spał. Jego sny również były dobre, regenerowały go. Niestety było tak tylko do pewnego momentu.

Śnił o tym, że jest kosmonautą. Był członkiem polskiej misji kosmicznej, której celem było zbadać lecącą asteroidę, która znalazła się pomiędzy Ziemia a Marsem. Nie zagrażała ona w żaden sposób naszej planecie, a wyprawa była czysto naukowa. Gdy wylądowali na niej Paweł razem z zespołem zaczęli zbierać próbki do badań. On sam w pewnym momencie oddalił się od grupy badawczej, aby zbadać "jaskinie" o wysokości 8 metrów. Wszedł do niej. Gdy zapalił światło zobaczył jakieś dziwne rysunki i malunki skalne. Zrobił swoją kamerą zdjęcia i następnie szczegółowo przyjrzał się rysunkom. Przy tych rysunkach, które przedstawiały, jak się wtedy domyślił jakieś postacie kosmitów, a przy nich znajdowały się jakieś napisy w języku  który doskonale znał, gdyż był to język Polski. Dzięki temu mógł przeczytać o wybrańcu pochodzącym z Ziemi, który będzie ją chronił, a gdy ta sztuka mu się uda, znajdzie się na innej.


Nagle zobaczył że do niego podszedł kosmita. Pokłonił się on nisko i dotknął jego ramienia, a następnie nic nie mówiąc znikł. Paweł jak najszybciej opuścił jaskinie zabierając pobrane próbki. Znalazł dość szybko resztę i jak najszybciej udali się do swojego statku i odlecieli z asteroidy bo zaczęło się zwiększać promieniowanie.

Paweł przebywając w swoim pomieszczeniu na statku zauważył podczas zdejmowania kombinezonu tajemnicze transkrypcje na swoim ramieniu, gdzie dotknął go nieznajomy.
W tym czasie jego statek znalazł się już dość blisko Ziemi. Paweł spojrzał przez małą szybkę na księżyc i... przeniósł się nagle do Otomina. 

Znalazł się w tym samym miejscu gdzie nastąpił atak. Podczas jego snu został tak samo zaatakowany jak kilkanaście godzin temu.
Paweł zerwał się z łóżka. Miał na sobie dreszcze i zimny pot. Od razu co zrobił to spojrzał na swoje ramie. 

Z zaskoczeniem odkrył, ze posiada tajemne transkrypcje ze snu.
Jak najszybciej poszedł do pokoju Marty, gdzie jej nie było. W jej pokoju znajdowało się podwójne łóżko, nad którym wisiał obraz człowieka lasu. Na biurku obok łóżka miała włączony laptop, a na nim wyświetlone zdjęcie byłego chłopaka. Gdy je zobaczył wyszedł szybko z pomieszczenia i udał się do łazienki, gdzie zauważył zapalone światło. Wszedł do niej i zdziwił się jej wielkością i ilością luster. Marty tu także nie było. Spojrzał w lustro, gdzie zobaczył swoje własne odbicie. Jedno co go w nim zdziwiło to włosy które zdawały się być dłuższe i dość oryginalnie zwężone źrenice.

Nie zastanawiał się nad tym i wyszedł kierując się do kuchni. Im bliżej się do Niej zbliżał to czuł jak słabnie. Gdy dotarł zobaczył, że na podłodze z rozbitą głową leży Marta, która odzyskiwała przytomność, podbiegł do niej i ją podniósł. Gdy to zrobił dopiero spojrzał na resztę kuchni oraz na miejsce, które wskazywała palcem Marta mamrocząc coś pod nosem .Gdy tylko spojrzał na stolik znajdujący się w tym miejscu zobaczył siedząca przy nim, starsza kobietę. To była ta sama staruszka, którą uratował w tramwaju, lecz wyglądała teraz na młodszą....

~*~
- Co ty tu robisz i czemu Marta ma rozwaloną głowę?! - Paweł mówiąc to, wręcz krzyczał na nią.
- Młodzieńcze spokojnie, niech koleżanka dojdzie do siebie.
- Ale jak ja mam być spokojny, gdy pełno krwi, a Pani tu zjawiła się tu nie wiadomo skąd i nie wiadomo jak? Niech w końcu, ktoś mi łaskawie wytłumaczy, co tu się właściwie dzieje??
- Ej, Paweł. Nie krzycz tak, nic mi nie jest, ale boli mnie głowa, a twoje krzyki zwiększają ból. - powiedziała Marta, która stała już o własnych siłach,lecz z małymi problemami. Na szczęście jej rana zdążyła się zagoić.
- No widzisz, posłuchaj się niej, to może zaraz wam obojgu wytłumaczę tę sytuacje oraz to co w dużym skrócie czeka Was w przyszłości. Swoją drogą, nieźle się mnie przestraszyłaś, że musiałaś uderzyć w tą nieszczęsną szafkę.
- A ja jej i przy okazji sobie nie dziwie się naszych reakcji, bo przyszłaś tu mimo zamkniętych na cztery spusty drzwiach. Co mnie jeszcze zastanawia: jak Nas tu znalazłaś? - Paweł miał chęć rzucić się na tą dziwną kobietę, lecz Marta zdążyła wyczuć jego zamiary i powstrzymała go.
- Paweł daj spokój. Ja mam pytanie, jak się Pani.... - zawiesiła w tym momencie swój głos.
- Dobromiła. Mówcie mi po imieniu, zwłaszcza że czasami będziemy się spotykać - odparła staruszka.
- Jak się Dobromiło dostałaś do Nas, jeśli wszystko jest zamknięte? – zapytała spokojnie Marta.
- Jak się jest  czarodziejką, to wtedy nawet zwykłe drzwi są banalnie proste - mówiąc to było widać wokół niej lekkie światło, jak by aurę.
- No dobrze Dobromiło, wytłumaczysz Nam, co tu tak naprawdę się dzieje? – odezwał się Paweł, po którym było widać jeszcze lekkie zdenerwowanie.
- Najpierw usiądźcie,uspokójcie się, bo nie ma czego bać się, prawda Paweł? Gdybym chciała kogoś skrzywdzić, to bym już dawno to zrobiła, na przykład tym co zaatakowali mnie w tramwaju - mówiła to, śmiejąc się.
- Paweł, to jest ta sama kobieta, o której opowiadałeś? – z niepokojem zapytała się Marta.
- Tak – udzielił jej dość stanowczej odpowiedzi.
- Dobra dzieci, uspokoiłyście się i otrzeźwiałyście, więc mogę zacząć Wam wszystko wyjaśniać. Ok?
- Tak - odparła Marta z Pawłem. Spojrzeli na siebie nawzajem.
- Więc zacznijmy. Najpierw mogę Wam tylko powiedzieć, że według starych legend do których tylko nieliczni mają dostęp, na Ziemi w Polsce i w tym czasie żyją ludzie, którzy w przyszłości staną się stworzeniami, które będą chronić ten świat od wszelakiego zła, nawet tego pochodzącego z kosmosu. Jesteście jak by naznaczeni od samych urodzin.Oby dwoje urodziliście się dzień po pełni księżyca, dlatego tak późno otrzymacie swoje dary. Dzisiejszego dnia znaki, które w dniu urodzin Was zaznaczyły ukazały się w różny sposób.
U Ciebie Paweł,znakiem ty są słowa znajdujące się na Twoim lewym ramieniu. Zostały one "napisane" w języku starożytnego plemiona kosmitów o wdzięcznej nazwie Kerykerymejzis i oznaczają: „Wybraniec wszystkich gatunków. Niesamowity Mix Gatunków.”.
U Ciebie Marto, znakiem jest łeb wilka, który też jest na lewym ramieniu. Spójrz.

Marta spojrzała na swoje ramie i był tam znak w postaci łba wilka, tego samego, którego widziała w lustrze. Gdy staruszka zobaczyła zdezorientowane miny tych dwojga, zaczęła mówić dalej:
- Na Was spoczywa wielka odpowiedzialność i musicie być do niej przygotowani, dlatego oby dwoje uzyskacie w najbliższą pełnie księżyca postać wilkołaka.
Gdy staruszka to powiedziała, Marta była trochę zdziwiona, gdyż ona miała już postać wilkołaka i to od 8 miesięcy. Staruszka widząc to, od razu im wszystko tłumaczyć:
- Marto, przemiany które teraz miałaś, były tylko wywołane magią. Powodowała ona modyfikację ludzkiej postaci.
Od najbliższej pełni, będziesz razem z Pawłem zmiennokształtnym stworzeniem, które potrafi samo zmieniać rasy i gatunki. Wilkołak będzie waszym drugim wcieleniem gatunkowym ,lecz nie jedynym, gdyż w przyszłości uzyskacie wiele takich wcieleń, a to będzie jednym z nich i to mało liczącym się.
Niestety, na tym etapie nie wystarczy Wam to jedno wcielenie i dlatego jesteście zmuszeni wspomagać się magią do pewnego momentu. Oto macie ode mnie książki zawierające przydatne zaklęcia i sztuczki, które Wam na pewno pomogą.
A i jeszcze jedno: Wasza przemiana zacznie się nie długo i będziecie stopniowo się zmieniać, aż do czasu pełni. Związku z tym, klon Marty siedzi już w domu, a Wy macie siedzieć tutaj, jedynie nocą możecie opuścić tą budowlę przygotowaną specjalnie dla Was. Możecie robić wszystko co chcecie tutaj.
To by było wszystko, do zobaczenia wkrótce.

W tym momencie Paweł i Marta zanim chcieli zadać pytania, zobaczyli jak staruszka Dobromiła znikła. Niedługo po tym poczuli zawroty głowy. Mieli problem z utrzymaniem się na nogach i w końcu zemdleli, upadając na podłogę.
Leżeli tak do rana, pogrążeni w głębokim śnie...


________________________________________________________________________
Drodzy czytelnicy, dziękuję za 73 wyświetlenia (stan: 6.01.2013) i mam nadzieję, że będzie coraz więcej. Mam nadzieję, że popełniłem mniej błędów niż ostatnio, lecz gdyby ich było więcej lub jakiekolwiek znaleźliście by to proszę o wytknięcie ich w komentarzu.

Prosiłbym właśnie o komentarze, które na pewno pomogą udoskonalić moje opowiadanie. Chcę poznać Wasze opinie, co jest złe, a co dobre.
Dziękuję za uwagę i pozdrawiam.
Cerber z Trójmiasta (obecnie MG93)

1 komentarz:

  1. Świetny blog. naprawde mi się podoba twoje opowiadanie. czekam na więcej rozdziałów.
    corkamocy.bloog.pl mój blog jakby co :)

    OdpowiedzUsuń