poniedziałek, 8 lipca 2013

Rozdział 12, część I: Powrót do poprzedniego życia.

Po szokującym dla całej watahy szkoleniu oraz po informacji, że jutro popołudniu Marta z Pawłem mają wrócić do dotychczasowego życia, cała czwórka wróciła bardzo szybko do swej bazy. Angelika i Darek zanieśli zakupy do kuchni, a Paweł od razu po przyjściu udał się na dół, aby spróbować dostać się do pozostałych funkcji komputera.
Razem ze swoją dziewczyną zdążyli nadać nazwę temu pomieszczeniu, a brzmiała ona: "end life and time". Jak obydwoje twierdzili, tutaj wszystko zwalniało. Tu od pewnego czasu dobrze się czuła, oprócz Pawła także Marta. Mimo, iż nie znała się na sprzęcie i nim się specjalnie nie interesowała, chciała jednak wszystko poznać oraz być jak najbliżej swojego chłopaka, który coraz częściej tu przebywał. Chciała poznać w końcu jego tajemniczy dar do elektroniki, zwłaszcza do jej wyczuwania oraz panowania nad nią.
Przecież to on jakimś cudem wiedział, że w bunkrze są zainstalowane podsłuchy. Paweł jeszcze nie wiedział w jakim kierunku idzie jego "dar", ale przeczuwał, że w przyszłości wiele razy uratuje im życie.
Darek z Angeliką zawsze się dziwili, że ich przyjaciele ciągle przesiadują w swoim pokoju, który jeszcze miesiąc temu był rupieciarnią. Zawsze w żartach mówili, że Marta z Pawłem robią jakieś nieprzyzwoite rzeczy w swoim pomieszczeniu. Ta dwójka trochę racji miała, jednak to nie było to o czym myśleli. Dla Marty, z resztą od niedawna także dla Pawła, nieprzyzwoitą rzeczą było nie mówienie im całej prawdy. Oboje źle się z tym czuli, jednak to była jedna z lepszych decyzji, którą w tam tym czasie podjęli.
Gdy wybiła północ, pomimo późnej już pory, Marta z swoim chłopakiem zrobili kolację dla siebie i pozostałej dwójki. Oczywiście zrobili to co potrafią najlepiej, czyli dwa stosy kanapek z kurczakiem, sałatą i pomidorem. Zawsze twierdzili, że obydwoje są bez talentu kulinarnego i wolą przygotować coś, co na pewno nie otruje nikogo. Usiedli wszyscy jak zwykle w salonie, przy drewnianym stole o niereformowalnych kształtach posiadającym liczne dziury, możliwe że były one specjalnie zrobione lub jakieś pasożyty kiedyś go uszkodziły.
Sama kolacja była taka jak zwykle, jednak coś było nie tak. Rozmawiali normalnie między sobą, ale były to typowo schematyczne rozmowy, bez żadnych dodatkowych uczuć. Paweł ze zmęczenia ledwo to zauważał, jednak Marta dokładnie obserwowała przyjaciół i dla niej ich zachowanie było dziwne, jakby to nie byli Ci sami ludzie. To obserwowanie było tak dokładnie widoczne, że Paweł postanowił zwrócić Marcie uwagę.
- Kochanie, nie chcę być nie miły, ale nie patrz na nich z tak wielką uwagą na nich bo jeszcze się nam udławią.
- Czy ja na nich patrzę, coś Ci się zdawało kotku. - Marta spiorunowała swego chłopaka srogim wzrokiem, a jej wyraz twarzy wyrażał, jakby miała go za chwilę własnoręcznie zabić.
- Coś mi się zdaje, że nie. - Chłopak wysłał jej taki mały złowieszczy uśmiech co jeszcze bardziej poirytowało dziewczynę. Jedną z rzeczy, które były dziwne przy tej sytuacji, to to, że ani Angelika, ani Darek nie odnieśli się do tej dyskusji między parą. Zajęci cały czas byli jedzeniem.
- Paweł ostrzegam Cię, irytujesz mnie! - Na jej twarzy można było dostrzec większość naczynek, co powodowało, że robiła się coraz bardziej czerwona ze złości na swojego partnera.
- Ale czym Cię denerwuje? - Chłopak zrozumiał, że jego dziewczyna nie długo na prawdę może go rozszarpać i to dosłownie. Jednak nie spodziewał się tego, co nastąpiło po chwili.
- Wiesz co, zamknij się. - Paweł był zdezorientowany, ponieważ usłyszał głos Marty, lecz tylko w swojej głowie. Dla upewnienia zapytał się pozostałych.
- Angelika, Darek słyszeliście, co przed chwilą powiedziała Marta?
- Nic nie mówiła teraz. - Angelika odpowiedziała obojętnie na pytanie, a jej chłopak kiwnął głową, potwierdzając słowa Angeliki.
- Czy to możliwe? - pomyślał sobie.
- Co możliwe, Paweł? - usłyszał znów jej głos w swojej głowie. Teraz już był pewien, czego się przed chwilą domyślił.
- Marto już wiem, my rozmawiamy sobie w myślach.
- Co takiego? Na serio? - Dziewczyna była zdziwiona, lecz po chwili przemyśleń zgodziła się z chłopakiem.
- Tak. To oznacza, że wskoczyliśmy na kolejny poziom.
- No tak, ale wiem że jak się jest zmienionym, to można tak robić, a my nawet wtedy nie potrafiliśmy tej czynności robić.
- A kto wie, może już nie jesteśmy już 100% ludźmi, z resztą już to Nam mówiono.
- Tak, wiem. Dobromiła Nam tłumaczyła. A właśnie, zauważyłeś, że coś jest z nimi nie tak?
- Tak, przecież wiemy, że nasza staruszka robi dziwne rzeczy.
- Nie o nich, oni. - Wskazała wzrokiem na dwójkę ich przyjaciół. - Są podejrzani, dziwnie się zachowują.
- A o nich Ci chodziło. Możemy pogadać u Nas, bo dziwnie to wygląda jak już przez kilka minut tak na siebie patrzymy.
- Okej.
- Kochanie, o co Ci chodzi, powiesz mi?
- O nic, po prostu przemęczona jestem, przepraszam.
- Nie przepraszaj, tylko chodźmy spać, wybaczycie Nam co, drodzy przyjaciele?
- Tak. - Usłyszał automatyczną odpowiedź Darka.
- Dobranoc, chodź Marto, idziemy. - Zanim wyszli z salonu, obydwoje odwrócili się, aby zobacz jeszcze raz dwójkę przyjaciół i byli zaszokowani tym co zobaczyli. Chłopak oraz dziewczyna nie przejeli się ich odejściem i patrzyli dziwnie cały czas na podłogę.
- Widzisz, że coś jest nie tak z nimi?
- Widzę, ale pogadamy na dole.

Gdy tylko weszli do swojego pokoju, Marta szybki ruchem zamknęła szczelnie drzwi, co nie zdziwiło Pawła. Gdyby miał takie same wątpliwości jak ona, postąpił by tak samo. Za chwilę miał się przekonać o co chodziło Marcie, choć tak na prawdę się domyślił. To on zwrócił uwagę podczas tego cholernego szkolenia. Widział jak oni nie odczuwają nic i nie reagują na  wydarzenia, które tam nastąpiły. Jakby nie byli sobą.

Po kilkunastu sekundach znaleźli się na dole przy komputerze, który chłopak jednym ruchem uruchomił. Zanim system miał się do końca uruchomić, chciał wysłuchać wersję Marty, która czytając jego myśli z wyrazu twarzy zaczęła mówić.
- Kochanie, widzisz jak oni się zachowują? - Trzęsła się od chwili, gdy zaczęła o tym mówić. - Nie zachowują się jak moim przyjaciele.
- Głęboko się nie zastanawiałem, lecz teraz jak zwróciłaś mi uwagę to widzę coś dziwnego w ich zachowaniu. Jakby nie byli sobą.
- No właśnie, coś tu nie gra. Wszystko się zaczęło od czasu gdy...
- ....pojechali do sklepu - Dokończył Paweł. Zawsze lubił dokańczać zdanie, zwłaszcza gdy miał rację. Zazwyczaj sprawiało mu to radość, lecz nie tym razem. Nie chciał mieć w tym przypadku racji.
- Do czasu wyjazdu do sklepu było okej, ale co się stało pomiędzy zakupami, a szkoleniem, nie wiem.
- Ja też i jeszcze teraz wywaliła Nam, że mamy wrócić do swojego życia akurat w tym momencie.
- To jest podejrzane. - Podrapała się po głowie. - A może pod naszą nieobecność pogrzebać tutaj.
- Bardzo możliwe, ale ona się tu przecież nie dostanie, wszystko zrobiliśmy według tej księgi, którą Ty znalazłaś.
- No tak ale co z nimi, przecież mogą ją wpuścić, mogą?
- No właśnie - Paweł zmarszczył czoło. - Nie mogą, ponieważ po za Twoją wiedzą dodałem, że tylko my możemy. Chyba nie jesteś zła na mnie.
- Paweł! No tak, ona to odkryła, ponieważ tylko my ją wpuszczaliśmy, nawet jeśli oni byli już przy drzwiach. Co im zrobiła?
- Nie wiem, ale dzięki Bogu będziemy mogli ich obserwować.
Marta dopiero po chwili zrozumiała co jej chłopak powiedział. Zanim zdążyła zastanowić się co mu odpowiedzieć, ten siedział przed wielkim ekranem, pogmerał coś w Fedorze i to co wyświetliło się na ekranie, zaskoczyło ją znów.
- Co do...?
Przed sobą widziała obraz działających kamer, które zostały zainstalowane na terenie ich bunkra, przez BlackIT, nie informując ich o tym.
 - Paweł, jak Ty to zrobiłeś? - Nie mogła wyjść z podziwu.
- Nie było to trudne, jak się zdawało, dzięki temu co mogę tu zrobić udało mi się przejąć obraz tych kamer.
- A co tu robi obraz z tego pomieszczenia i naszego pokoju? Przecież mówiłeś, że tu jesteśmy bezpieczni.
- Bo nie było, a teraz są, ponieważ to nasze kamery.
- Jak to nasze?
- Kilka dni temu odkryłem skrytkę i właśnie tam były oraz to. - W ręku miał Nokię Lumie.
- No nie, jesteśmy przygotowani chyba do każdej sytuacji, ale skąd to się wzięło. Czy to na pewno bezpieczne?
- Tak, sprawdziłem wszystko. A i bym zapomniał: z pozoru telefon pracuje na systemie Microsoftu, jednak jednym ruchem przechodzimy na tą samą Linux-ową dystrybucje co tu mamy. Wczoraj to ładnie skonfigurowałem i teraz będziemy mieli podgląd na to co tu się dzieje.
- Jak to my?
- Dla Ciebie też mam. - wręczył jej identycznego smartfona.
- Dzięki, a pokażesz mi jak to uruchomić.
- Oczywiście kochanie. - uśmiechnął się do Niej.
Wszystko jej pokazał, przy okazji odkrył dodatkowe funkcje telefonu. Pokazał też przerobiony komunikator GG, dzięki któremu przez autorskie szyfrowanie Pawła, będą mogli się komunikować podczas rozłąki.
Po kilku godzinach, zmęczeni poszli spać. Przed nimi był ciężki dzień.

~*~
Północ.
W pewnym domu rozległ się głos, jakby agonalny.
- Dobromiło, Dobromiło.
- Tak kochanie.
- Załatwiłaś wszystko? - Mężczyźnie każde słowo przyprawiało niewyobrażalny ból.
- Tak kotku, wszystko na dobrej drodze, już niedługo, już 3 dni i wrócimy do tej samej sprawności.
- A co będzie z nimi?
- Oto się nie będziemy martwić, ten żałosny świat nie przeżyje najbliższych 3 lat bez nich, lecz my już będziemy gdzie indziej, Nasi przyjaciele Nas stąd zabiorą, tylko musimy to zrobić.
- Ufam Ci Dobromiło. - Po tych słowach głos ucichł i nastąpiła cisza. Dobromiła ze łzami w oczach pomyślała: Jeszcze tylko kilka dni kochanie.

~*~
Paweł z Martą spali do południa, nie mieli ochoty budzić się szybciej. Obydwoje chcieli by, aby nie musieli wracać do koszmaru, który dręczył ich od wielu lat. Trochę zapomnieli o ich życiu, tam w Trójmieście.
Niestety nie mieli wyboru i musieli wrócić.
Paweł wstał pierwszy i spojrzał na ekran swojego smartfona.
- No tak. - Pomyślał. Wiedział, że gdy wstanie, wszystkie uszkodzone kamery w bunkrze działały. Przeglądając zapisy kamer, widział że wymienili je tamta dwójka.
- Czyli jednak coś jest na rzeczy.
- Co jest na rzeczy? - usłyszał za sobą dość mocno zaspany głos Marty. Zapomniał o tym, że gdy o czymś bardziej emocjonalnie pomyśli, Marta usłyszy to w swojej głowie i na odwrót. Nie zastanawiali się na tą umiejętnością, gdyż nie mieli zbyt dużo czasu, z resztą był to przydatny "dar".
- Popatrz. - Rzekł do swej dziewczyny. - Darek z Martą wymienili uszkodzone kamery.
- Nie dobrze. - Mówiła to, patrząc na ekran telefonu. - Czemu ja muszę mieć rację.
- Będzie dobrze. - Widząc, że do oczu Marty napływają łzy, przytulił ją mocno do siebie. - Jeszcze uda się Nam ustalić co im zrobiła.
- Nie wracajmy do naszego starego życia.
- Musimy, inaczej było by za prosto. Przy okazji może dowiemy się o co chodzi. Nie będzie tu Nas, więc będą postępować śmielej. Rozwiążemy tą zagadkę, nawet gdybyśmy znaleźli się w niebezpieczeństwie.
- No mam nadzieję. Zostało nam jeszcze kilka godzin. Siedzimy tu czy idziemy do nich.
- Możesz pójść do nich, a ja dołączę później. Tylko zachowuj się w miarę normalnie.
- No okej, ale co zamierzasz?
- Wyjść na zewnątrz i zamontować na drzewach kamery z podsłuchem.
- To znaczy, że mam ich najlepiej zaciągnąć do kuchni, stamtąd nie zobaczą Ciebie jak wychodzisz.
- Dobrze kombinujesz, co ja bym bez Ciebie zrobił. - Dał jej buziaka. - A teraz idź, zajmie mi to dziesięć minut.
- Trzymaj się.
Marta zeszła z łóżka, poszła do salonu po ich przyjaciół i zaciągnęła ich do kuchni, aby za przysługę z przeszłości, której w rzeczywistości nie było, zrobili obiad. To potwierdziło po raz kolejny, że coś z nimi jest nie tak. W tym czasie Paweł niepostrzeżenie wyszedł z bunkru, przedtem blokując transmisję z kamer. Pomimo końcówki stycznia, na dworze leżało pełno śniegu, który zdradzał, że ktoś tu do tego miejsca chodzi. Na szczęście ślady się urywały, więc nikt nie pomyśli, że coś pod nim jest.
Paweł postał chwilę aby wybrać odpowiednie drzewa, aby zamontować miniaturowe kamery i po chwili spiął się na nie. Nie musiał się zmieniać, ponieważ w postaci człowieka i tak posiadał wiele cech z wilkołaka. Gdy wszedł na jedno drzewo, po chwili przeskakiwał na kolejne i po kilku minutach zeskoczył z ostatniego z wysokości ok. 15 metrów. Spojrzał na wykonaną pracę, wszedł do bunkra podnosząc wielką klapę, która udawała podłoże i zniknął pod nią.

~*~
Nastąpiła godzina 16:00. Marta z Pawłem musieli się zbierać, ponieważ musieli zabrać swoje rzeczy i udać się na pętle w Otominie. Darek zawiózł ich prawie pod same jezioro, a resztę drogi musieli udać się pieszo, przez las. Gdy doszli na tyły samej pętli, do przyjazdu autobusu zostało im jeszcze 10 minut. Czekali cierpliwie, a Marta w międzyczasie tłumaczyła jak wchłonąć swojego klona i jego wspomnienia.
- Zrozumiałeś kochanie?
- Tak, tzn. ja mam dotknąć jego ręce i pomyśleć aby zniknął?
- Dokładnie.
- A kiedy jego wspomnienia pojawią się w mojej głowie?
- Po 3 minutach maksymalnie.
- A to okej. Ciekawe czy wśród znajomych też jesteśmy parą? - uśmiech na jego twarzy wyrażał wszystkie jego uczucia.
- Pewnie tak jeśli "oni" przyjadą razem, przecież mogłabym to zrobić w Kiełpinie, nie tu.
- Spokojnie, za kilka minut się okaże. Autobus odjeżdża po 5 minutach od przyjazdu, więc dużo czasu nie mamy.  Po odjeździe Darek po Ciebie przyjedzie i odwiezie do domu. Będziesz uważać na nich?
- Tak.
- Jak będziesz w domu to od razu włącz komunikator.
- Tak panie "zaplanowane wszystko".
- Ach Ty, gdyby było więcej czasu to bym Cię za to załaskotał na śmierć, a tak trzeba jechać.
Przegubowy autobus marki MAN, o kolorze kremowo-czerwonym podjechał na pętle z prowizoryczną wiatą. Po chwili wysiadły z niego klony Marty i Pawła i skierowały się za wiatę, gdzie postąpil według instrukcji. Mogli to spokojnie zrobić ponieważ kierowca udał się do sklepiku, zakupić sobie coś do jedzenia, a autobus zasłaniał doskonale miejsce ich spotkania.
Po kilku minutach pożegnał się z Martą i wszedł do pustego autobusu. Gdy nim odjeżdżał widział jak Marta wsiada do poczciwego Malucha i jedzie do Kiełpina.

~*~
Podróż autobusem do Centrum trwała o wiele krócej niż poprzednio. Wspomnienia swojego klona uzyskał już po kilku minutach i jak się okazało, nic nie zmieniło się na lepsze. Nadal rzeczywistość wokół niego była nie do zniesienia. Myślał, że może coś naprawi, jednak tak się nie stało.
No cóż, trzeba sobie samemu poradzić. - pomyślał głęboko w duchu.
Gdy wrócił do swojego mieszkania, była już godzina 22:00. Wróciłby szybciej gdyby nie wkroczył na Czerwony Wiadukt koło PGE Areny. Mimo, że widział stąd oddalony jakieś 100 metrów od niego bursztynowy stadion, to wieczorem była tu cisza i spokój. Zawsze lubił tu przebywać, patrzeć na nowy wiadukt, nieźle oświetlony, na stadion i na pracę kolejarzy. Pamiętał, że przed Euro 2012 stały tu dwa potężne ceglane kominy, teraz pozostała tu jedynie wieża ciśnień, po dawnej lokomotywowni.
W domu jego matka jak zwykle o tej porze spała. Z wspomnień klona pamiętał, że znów się pokłócił z nią. Super, znów będę musiał znosić ciszę, która zawsze panuje. - pomyślał. Gdy zdjął buty, udał się do swojego pokoju. Zamknął za sobą harmonijkowe drzwi i rozejrzał się po pokoju. Ściany tego pomieszczenia były koloru zielonego, tak jak jego oczy. Było na nich widać sporo nierówności, w końcu w zeszłym roku je odremontował, lecz z jakimi awanturami, że robi to za wolno. Gdy tylko o tym przypomniał, ciarki po nim przeszły.
Odłożył plecak obok biurka, włączył swój tablet i w międzyczasie ujawnił swój ogon. Ukrywanie go nie należało do przyjemnych, a od jutra będzie musiał też maskować prawdziwy kolor oczu.

~*~
Marcie podróż zajęła raptem 10 minut, a po kolejnych kilku znalazła się już w swoim pokoju. Mimo, że odetchnęła z ulgą, że nie musi dłużej jechać z Darkiem, który zachowuje się sztucznie, jednak nie była zadowolona. Wspomnienia, które dotarły do niej z klona nie były zachęcające. Jak się okazało, w jej środowisku powstał konflikt pomiędzy nią, a klasą, co oznaczało, że jest źle, bardzo źle. Na szczęście w rodzinie nic się nie zmieniło, w jej wypadku nie pocieszało ją to.

Mijały godziny, a Paweł nie pojawiał się na komunikatorze. Denerwowała się, jednak nie chciała do niego dzwonić. W  końcu po godzinie 22:00 pojawił się tekst na jej telefonie: "Już jestem."
Obydwoje przedyskutowali to co się działo podczas ich nieobecności i obydwoje byli zdziwieni to co się dzieje. Nie potrafili jednak tego logicznie wytłumaczyć. Podczas rozmowy Paweł patrzył na obraz z kamer i nic szczególnego nie zauważył, nic co by zwracało uwagę. Bunkier o tej godzinie był pusty. Marta narzekała na swoją rodzinę, która nadal jej nie zauważa i jest zamknięta w swoim świecie. Zdążyła się już od tego odzwyczaić i dlatego na nowo to przeżywała. Paweł starał się ją pocieszyć, jednak nie mógł wiele zrobić. Umówił się z nią jutro, jednak nie podał jeszcze dokładnego miejsca.

Myślał tylko, co się dzieje znów wokół nich, coś bardzo dziwnego, coś co go niepokoiło.
Jest źle, czyżby przeszłość stała się znów teraźniejszością?




*********************
Witajcie. Długo to trwało, ale udało mi się przejrzeć obecną część rozdziału, gdzie nie gdzie coś dopisałem, więc można czytać.
A co u mnie?
Dużo spraw się wyprostowało, dużo rzeczy wyjaśniło i mnie ucieszyło mimo wszystko. Zaczyna się układać, a co najważniejsze przede mną klaruje się lepsza przyszłość niż jeszcze kilka miesięcy temu :).
Druga część rozdziału ukaże się już wkrótce.


Pozdrawiam, MG93.

3 komentarze:

  1. Rozdziała jest bardzo fajny mimo tego, że to "wersja robocza" :) To całe rozmawianie w myślach :) bardzo fajne :)
    Czekam oczywiście na następny rozdział i postaram się go obszerniej skomentować, bo teraz nie mam czasu na to :/ jeszcze tyle notek do przeczytania mam :D

    OdpowiedzUsuń
  2. zaczelam czytac jakis czas temu i jestem pod wrazeniem. pisz dalej :)

    Aktina

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A dziękuję, dziękuję. Jak znajdę czas to napiszę drugą część, bo teraz to mam urwanie głowy.

      Pozdrawiam :).

      Usuń