sobota, 4 stycznia 2014

Rozdział 15: Walka z niedawnym sprzymierzeńcem i... porwanie.

"Czasem by zatrzymać przy sobie życie, najpierw trzeba je stracić. Aby wygrać, należy najpierw przegrać. Gdy wygramy, możemy znów wszystko stracić. Często nie jesteśmy w stanie sami sobie pomóc, a inni też nie mogą to zrobić. Warto dać przejąć swój los przeznaczeniu, by na końcu wziąć sprawy w swoje ręce." - od autora.

Często przychodzi Nam przeprowadzić najtrudniejszą rozmowę w swoim życiu. Rozmowę, podczas której trzeba zdecydować, czy powiedzieć prawdę, czy kłamstwo. Rozmowę, w której nawet prowadzący ją nie wie, czy to co czuje jest prawdą, a może tylko fałszem.

Rozmowę, gdzie sam przeżywa tragedię w swoim sercu, a musi spokojnie przedstawić swoje kłamstwo. Rozmowę, podczas której trzeba cierpliwie odpowiadać na pytania, choć czuć w duszy, że zaraz sami popadniemy w depresję, gdzie kłamstwo przechodzi Nam z trudem:

- Zygmunt, kiedy on wróci do domu? Rozumiem, że jeszcze mu nie przeszło? - Przed Zygmuntem stała wielka odpowiedzialność. Musiał okłamywać oby dwie rodziny, o losie swoich dzieci. Musiał wmawiać im, że wszystko w porządku, a ich podopiecznym niedługo przejdzie i wrócą do nich, jakby nic im nie zrobili. Mężczyznę bolało to, że musi ich okłamywać, choć on sam zna całą, bolesną prawdę. Gdzie on przeżywa żałobę, której nie może ujawnić.
- Nie dziwię mu się, ładnie go potraktowałaś w czasie tych kilku miesięcy. - Przekazywał mamie Pawła obojętnym głosem kłamstwa, aby nie mogła wyczuć jaka jest prawda. Musiał przeprowadzić szybko tą rozmowę, gdyż czuł napływające do oczu łzy, które zmieniłyby niewątpliwie ton jego głosu.
- Wiem, ja  rozumiem to wszystko. Mi też jest głupio i chcę go przeprosić, niech tylko on da mi na to szansę. Przekażesz mu, że sprawa jego wyrzucenia ze szkoły poszła do kuratorium i za kilka dni podejmą decyzję?
- Przekażę mu, a teraz pozwól że zakończymy naszą rozmowę, mam kilka spraw do załatwienia. - Jeszcze chwilę i nie dam rady, pomyślał w głowie.
- No dobrze, tylko obiecaj mi że mu wszystko przekażesz. Obiecujesz?
- Obiecuję, a teraz muszę naprawdę kończyć. No, trzymaj się.
Zygmunt zakończył szybko tą rozmowę, ponieważ dłużej już nie mógł kłamać, po prostu nie potrafił  przez dłuższy czas tego robić. Wiedział doskonale, że  nadejdzie taki czas, w którym będzie musiał wyznać całą prawdę o Pawle. Nie wiedział tylko jak to zrobi, ponieważ sam przeżywał żałobę. Był kompletnie załamany tym co się stało i w jaki sposób to odczuł.
- Cholera! – Cisnął swój telefon w asfalt. Stary Sony Ericsson po raz kolejny w swoim życiu rozpadł się na kawałki.
- Chłopie, spokojnie. Ten telefon nie jest wieczny.
- A co mnie obchodzi ten grat, ja straciłem siostrzeńca! - Wujek wpadł w ramiona mężczyzny, który w tej chwili z nim rozmawiał. Pierwszy raz od czasu szkolenia na agenta płakał jak małe dziecko. Tacy ludzie jak on byli wyuczeni nieodczuwania emocji, aby nie wpływało to na wykonywanie swoich obowiązków służbowych, teraz jednak to już go nie obowiązywało. To było dla niego zgubne, odejście ze służby. W tej chwili nie czując nikogo nad sobą, nie czując jak ważna jest misja, której już nie otrzyma od ABW, spowodowało zaniknięcie jakichkolwiek hamulców, przez co jego psychika była jak sito i  nie wytrzymała naporu informacji oraz negatywnych emocji.
- Ja Cię rozumiem. – Poklepał go po ramieniu mężczyzna, który w tej chwili nie był już pracownikiem agencji. Ich wzajemne relacje były bardzo dobre, ponieważ ich znajomość trwała od momentu rozpoczęcia służby. Były agent oraz Zygmunt byli pierwszymi ludźmi w ABW, którzy mieli na tyle odwagi i zaufania aby ujawnić sobie nawzajem swoje zdolności. Także jako pierwsi poszli razem do szefa, który kilka miesięcy temu został przymusowo odesłany na emeryturę.
- To dobrze. Dziękuję, że nadmiernie mnie nie pocieszasz.
- Wiem, że nie pomogłoby Ci to. - Gdy mężczyźni pracowali dla agencji, bardzo często zostawali wysyłani do psychologa oraz byli sprawdzani pod względem psychiki. Uczestniczyli także w licznych zajęciach z psychologi, aby zmanipulować ewentualnego wroga, nie dopuścić do prania mózgu oraz do przeprowadzania rozmów sytuacjach kryzysowych, takich jak ta.
- Może zmieńmy temat? Muszę być twardy i racjonalnie myśleć, aby to wszystko zakończyć. On przed wyjazdem przeczuwał coś złego i miał rację. Prosił mnie o kilka rzeczy, które wypełnię. Zrobię to dla niego. Czy znajomi Pawła są już na wolności?
- Tak, tzn. tak jakby. Uwierzyli Nam tak bardzo, że poprosili Nas o schronienie na jakiś czas.
- A gdzie ich schroniliście, są bezpieczni? Nie przeżyłbym gdyby i im coś się stało, nie po tym jak mu obiecałem dbać o nich.
- Zygmunt, spokojnie. W tej chwili są u mnie, jednak mogą tam być tylko przez chwilę. Wiesz, że będą mnie niedługo sprawdzać, tak jak wszystkich, którzy odeszli ze służby. Z resztą sam to przechodziłeś. Teraz to dopiero będą szukać czegokolwiek, nowy „stary” chce wiedzieć wszystko o wszystkim, ciężko będzie ukryć cokolwiek. Ogólnie mam nadzieję, że "szef" zadbał o zniszczenie wszystkiego, co by nowych ludzi naprowadziło na naszą tajemnicę, ściśle tajną broń starej już agencji, która bezpowrotnie przepadła.
- Rozumiem, pomogę Ci jak tylko dorwę tą staruszkę.
- W jaki sposób? –  Zygmunt słysząc zadane przez swojego przyjaciela i kompana pytanie, odkopał w pamięci jedną z ostatnich rozmów, które odbył w ciągu kilku tygodni razem z bratankiem:
„- I co chciała?
- Mamy jechać do kopalni Uranu w Kletnie.
- Do kopalni? Po co tam? Kletno jest praktycznie na  końcu Polski.
- Mamy znaleźć tam jakieś  źródło energii i dostarczyć je do niej do 25 lutego.
- Pewnie nic więcej nie wiesz?
- Nie, już więcej nic nie wiem. Mam nadzieję, że na miejscu zdobędę więcej informacji. Oby wszystko poszło po naszej myśli. - Stanął i skierował swój wzrok przed siebie. Obserwował zamglone słońce, które górowało na linią drzew. Próbował coś w nim wypatrzeć, lecz on sam nie wiedział co chce tam zobaczyć. Zobaczył może to co go czeka, dlatego prosił o pomoc w załatwieniu kilku spraw.”
- Myślę, że ona będzie w jednym miejscu 25 lutego, przynajmniej miała tam spotkać się z nimi.
- To jest nielogiczne, przecież pewnie wie o ich śmierci.
- Ja też tak myślę, jednak coś mi mówi, że tam ją znajdę. Dopadnę i zabiję.

~*~
- Paweł, gdzie my jesteśmy?
- Nie wiem, nic nie widzę. Chyba umarliśmy. - Chłopak wiedział doskonale o ich stanie. Kiedyś bardzo mocno doświadczył to uczucie, które miała w tej chwili ta para. Było to tak specyficzne przeżycie, które nigdy nie wymaże z pamięci, dopóki istnieje w jakimkolwiek świecie.
- Jak to umarliśmy? Co Ty mówisz, nie mogliśmy umrzeć! Paweł czemu jest tu tak ciemno, czemu siebie nie widzimy?! - Marta wpadła w panikę, która była zrozumiała w tej sytuacji. Była to dla Niej zupełnie nowa sytuacji. Panika trwałaby dalej, gdyby nie usłyszeli trzeciego głosu, który nie należał do tej dwójki.
- Mogliście, on ma rację.
- Kto powiedział? – Głos Marty wirował po niewidocznej przestrzeni i wracał do nich, co stworzyło atmosferę strachu.
- Ja chyba wiem. To Ty, strażniku Reflection of Life?
- Dokładnie. - Rzekła postać, której nadal nie widzieli. Wokół całej trójki panowała ciemność i mogli siebie rozpoznać tylko po głosach. To był jedyny zmysł, dzięki któremu mogli utrzymać z sobą jakikolwiek kontakt.
- Czy nasze spotkania muszą dochodzić do skutku tylko wtedy, gdy umarłem, czy możemy wybierać także inne okoliczności, zwłaszcza gdy żyję? Z resztą czemu tu jest tak ciemno?
- Oj przepraszam, jak ma się te…
-… 10 tysięcy lat na karku. – Dokończył mu Paweł.
- Widzę, że masz dobrą pamięć. A teraz niech będzie światło. – Wokół tej trójki, nie wiadomo skąd zapanowała światłość i mogli zobaczyć siebie nawzajem oraz miejsce, w którym w chwili obecnej przebywali. Była to nadal ta sama kopalnia, do której jeszcze nie tak dawno weszli jako zwykli, tętniący życiem ludzie.
- O, nadal jesteśmy w kopalni, myślałem że będziemy przewracać się w grobie. – Paweł nawet w takiej chwili nie mógł odpuścić drwin, tym razem spoglądał co chwilę na Martę. – I nadal jesteśmy martwi. Ogólnie co my tu robimy, czemu ogólnie tu jeszcze jesteśmy, chciałbym mieć święty spokój od tego bagna, w które wprowadziła Nas Dobromiła razem z do niedawna moim szefem?
- Wszystko jest w porządku. Jesteście w odpowiednim miejscu, w odpowiednim czasie.
- Czekaj, czekaj. Jeśli jesteśmy tu gdzie powinniśmy, to albo zostaniemy tu na całą wieczność, w co akurat nie wierzę, albo niedługo znów jakimś cudem wrócimy do życia. Która opcja jest poprawna?
- Ta druga.
- Przepraszam, że Wam w tej pogaduszce i zgadywance przeszkadzam, jednak czy ktoś może wyjaśnić mi, co tu się dzieje do cholery?! - Dziewczyna ze stanu paniki przeszła w stan poirytowania, który mimo wszystko był lepszy od poprzedniego.
- Oczywiście. – rzekł starzec. – Jak widzisz, upadając z wysokości 1000 metrów oboje zginęliście na miejscu.  My z Pawłem naszą znajomość rozpoczęliśmy w grudniu, w czasie gdy jego ciało było w stanie śmierci klinicznej.
- Fajnie umrzeć i nie wiedzieć o tym. Paweł, to jest ten strażnik o którym opowiadałeś?
- Tak. Strażniku, a co robisz tu na Ziemi, nie powinieneś być w swoim świecie?
- Nie muszę, w tej chwili i tak nikogo tam nie ma.
- Rozumiem. Wtedy gdy ja tam przebywałem, ostrzegałeś mnie przed Dobromiłą, dobrze mówię?
- Tak.
- To czemu nie mogłeś ostrzec Pawła w taki sposób, aby wiedział o kogo i o co chodzi? - Do Marty częściowo nie docierało jeszcze w jakim położeniu są i o co dokładnie chodzi w tej pokręconej historii. Nie potrafiła zrozumieć tych podchodów i zagadek. W porównaniu do swego partnera, ani trochę nie zrozumiała ograniczeń, które każdego obowiązywały.
- Nie mogłem. W przypadku ostrzeżenia Twojego chłopaka przed konkretną osobą spowodowałoby inny bieg wydarzeń, który mógł tak nie wyglądać jak teraz. W takim przypadku ta planeta za kilka lat przestałaby istnieć.
- Czyli jak dobrze rozumiem to mieliśmy umrzeć, aby uratować Ziemię i przechytrzyć staruszkę?
- Umrzeć, ochronić to co należy i samemu rozpocząć znów życie.
- Teraz ja czegoś nie rozumiem. – rzekł Paweł. – Co daje nasza śmierć w powstrzymaniu planów Dobromiły? Czy wpadając w zastawioną przez nią pułapkę nie wypełniliśmy jej planu.
- Oczywiście, że wypełniliście jej plan, tylko nie przewidziała faktu, że powrócicie do życia. W tej chwili myśli, że pozbyła się Was i wieczorem 25 lutego razem z jej partnerem na polanie za jeziorem Otomin przejmie moc, która zapewni im życie wieczne. Pochodzi ona z tego źródła. – Postać wskazała im złoty płyn wyciekający z szczeliny w ścianie. Następnie zobaczyli jak ciecz ta ocieka na ich martwe ciała, które leżały pod ścianą. Mieli oni połamane kończyny, nienaturalnie skręcone kręgosłupy oraz głowy, które oddzielone od karku, wisiały tylko na skórze.
- O kurwa, nie dziwię że nie przeżyliśmy.
- Paweł! – skarciła go za słownictwo Marta.
- Ja nawet po śmierci nie mogę mieć świętego spokoju? – stwierdził z uśmiechem Paweł.
- Nie rozumiem Cię, jak możesz być spokojny w takiej chwili?! - skarciła go dziewczyna.
- Widzisz strażniku, myślałem do dzisiaj, że wizyta w RL i walka z złym wilkiem mi nic nie dała. Teraz zmieniłem zdanie i widzę, że to bardzo mi pomogło, jeszcze nigdy nie byłem tak dobrze nastawiony do wszystkiego, zwłaszcza do śmierci. - Chłopakowi nie odpuszczał dobry humor, przy okazji denerwował swoją partnerkę. Marta stwierdziła, że poczeka na inny moment, aby dokuczyć chłopakowi, niech ma swój dobry humor, z resztą nigdy takiego go nie widziała. - Wracając do tematu: W jaki sposób my powrócimy do życia, przecież nasze ciała nie nadają się do niczego?
- Ten płyn zdziała cuda i już niedługo będziecie mogli powrócić do życia. Może przejdziemy się?
- Możemy, rozumiem że trochę to jeszcze potrwa?
- Dokładnie.
Marta z Pawłem poszli razem z strażnikiem w głąb kopalni. Opowiedział im o co chodziło dotychczas w ich historii. Dobromiła odkrywając 20 lat temu pisma znalezione w Bibliotece Narodowej dowiedziała się, że w niedługim czasie na świat przyjdą dzieci, które po osiągnięciu pełnoletności mają rozpocząć przemiany w różne stworzenia, poczynając od wilkołaka. Następnie znajdą oni pewien kamień, który przekaże im moc do kolejnych przemian i nada im bardzo dużą wytrzymałość ciał. Obudzi także w nich pozostałą część DNA, które przyczyni się do kolejnych przemian. Znalazła też informację, że moc ukryta w tym kawałku skały uczyni ze zwykłego śmiertelnika nieśmiertelnym człowiekiem. Ta opcja nie dotyczyła dwójki wybrańców.
Gdy znalazła ich w 2002 roku, postanowiła gnębić tą dwójkę, aby w przyszłości byli bardziej podatni na jej działanie. U Pawła nic nie musiała robić, ponieważ był już dręczony przez otoczenie, a u Marty po przyjęciu pierwszej komunii świętej rzuciła urok na jej rodzinę. Związku z tym, że para odkryła po części jej zamiary, postanowiła zdobyć jakiekolwiek informacje o ich postępach za pomocą ich przyjaciół.
- Chwile przed śmiercią zdałem sobie sprawę, że Dobromiła ich zahipnotyzowała podczas szkolenia i dlatego tak dziwnie się zachowywali. Zabezpieczyła się także już w listopadzie, dając mi te zioła, które są odpowiedzialne na obniżenie sprawności umysłu. Gdybym nie zostawił ich w hotelu poszlibyśmy kawałek i nie trafili w to źródło. Chwila, co to tak mocno świeci?
- To jest ten kamień, o którym mówiłem. Podejdź i wyjmij go.
- Jak mam to zrobić, przecież jestem tylko duchem?
- Możesz go wziąć, jak tylko będziesz miał mocną wolę, aby to uczynić.
- No dobrze, spróbuję. Mogę to zrobić z Martą. Niestety nie, tylko samiec może to zrobić. Przykro mi Marto.
- A podobno jest równo uprawnienie, ale cóż tu nie mogę dyskutować. Idź kochanie i to zrób. – Po jej słowach chłopak z dużą niechęcią podszedł do miejsca, w którym ulokowany był kamień. Zanim go wziął, skupił swe myśli tylko i wyłącznie na tym przedmiocie. Gdy go dotknął, przypomniał sobie swoją historię, o której już dawno zapomniał:

Mając osiem lat, pojechał do ciotki na wakacje. Pewnego dnia razem z ciotką i kilkoma członkami jej rodziny pojechali do lasu na jagody. On sam nie lubił tego robić i jego nowym zajęciem była obserwacja mrówek. Jego rodzina była zajęta szukaniem jagód i w pewnym momencie oni odeszli w jedną stronę, a chłopiec w drugą. Zanim ktokolwiek spostrzegł brak Pawełka, ośmiolatek był już bardzo daleko. Oczywiście próbował znaleźć drogę, niestety nie mógł tego zrobić.
Gdy nastała ciemność, młody Paweł schował się pod stertą gałęzi. Tej nocy była pełnia księżyca, a w koło słyszał przeraźliwe wycie wilków. Po pewnym czasie ilość wyjących do srebrnej kuli wilków malała, jednak były coraz bliżej chłopca. Po chwili patrząc spod gałęzi zauważył kilka wilków, które w ułamku sekund skoczyły na niego. Nie wiadomo skąd przybył czwarty, brązowy wilk, który zaczął odganiać pozostałe i bronić chłopca. Paweł nie odczuwał przed nim strachu. Gdy pozostałe wilki znikły, a on z wielką radością przytulił swe małe drobne ciałko do ciepłej sierści wilka. Tam ta noc jak na porę letnią była bardzo zimna, temperatura spadła poniżej 0 stopni Celsjusza. Gdyby nie on, chłopczyk zamarzłby.
Podczas wschodu słońca, brązowy wilk zanim opuścił ośmiolatka ugryzł go lekko w ramię gdy ten już nie spał. Paweł wtedy usłyszał w swojej głowie:
"Przepraszam, za chwilę nie będzie śladu. Nie będziesz nic pamiętał".
Widząc krew, chłopczyk zemdlał, a gdy obudził swoją świadomość, przebywał już w swoim pokoju.

~*~
Dobromiła spakowała swoje rzeczy do torb i postawiła je koło drzwi. Była już uszykowana do jutrzejszych wydarzeń. Zanim to nastąpi, musiała jeszcze raz wejść do ciemnego pokoju:
- I po co Nas dręczysz po śmierci? - Odezwał się jeden z trzech duchów ludzi, którzy w tej chwili przebywali w pomieszczeniu.
- Ja Was nie dręczę, chcę tylko Was upokorzyć, drodzy łowcy. Jak widzicie, przegraliście walkę ze mną. I po co chcieliście ukrócić moje życie? Ja znalazłam sposób, a świat który chroniliście przed Nami już za kilka lat przestanie istnieć!

~*~
24 luty
Na zewnątrz kopalni w porównaniu do jej wnętrza było bardzo zimno. Wokół wirowały prószące płatki śniegu. Samochód, którym przyjechali Marta i Paweł był cały zaśnieżony.
- Strażniku, chcielibyśmy podziękować za wszystko i przepraszam, że nie potrafiłam zrozumieć kroków, które podjąłeś. Tak na prawdę nie musiałeś i nadal nie musisz tego robić, jednak dalej mi i Pawłowi pomagasz. Jesteśmy za to wdzięczni.
- Uwierz mi, to nie jest teraz najważniejsze. W tej chwili musicie tylko pokonać w dniu jutrzejszym Dobromiłę i ten świat przynajmniej od jej i waszej strony będzie bezpieczny.
- Na pewno to zrobimy, jeśli tylko samochód mi odpali. - Od chwili gdy Paweł odzyskał znów swe w pełni sprawne ciało, nadal nie odpuszczał  mu dobry humor. Był dobrej myśli, chciał już zakończyć jedną zabawę i zacząć kolejną, która nieodwołalnie nastąpi. Razem z Martą wiedzieli, że nie wiadomo co to by było, to i tak muszą to przejść. Oczywiście mieli świadomość, że mogą nie przeżyć tego co już niedługo mają doświadczyć. Czuli, że mają wsparcie nie tylko ze strony Zygmunta, ale także od strażnika, kosmity, który był po ich stronie i narażając swoją pozycję pomagał im.
- Powiedz mi, widziałeś moje myśli przed wyciągnięciem przeze mnie kamienia oraz wielkiego rozbłysku, który zaraz za nim nastąpił? Możesz mi powiedzieć co to było w moim wspomnieniu?
- Pawle, to był który w tej chwili jest w Twojej duszy. Gdy miałeś osiem lat był on jeszcze zwykłym zwierzęciem.
- Jak to możliwe?
- Zdarza się, że podczas narodzin ludzkiego dziecka, w tym samym czasie przychodzi na świat wilk, który od samego początku jest połączony z tym dzieckiem. W Twoim przypadku wilk ten uchronił Cię przed niechybną śmiercią, ponieważ miałeś duże szczęście, że przypisane Ci zwierze było bardzo blisko. Zazwyczaj zamieszkują one w innej części świata, wszechświata lub wymiaru. Wilk, który pomógł wtedy zmarł latem zeszłego roku. Połączył się z Tobą gdy byłeś na to gotowy, doświadczyłeś bardzo dużego impulsu emocjonalnego w dniu twoich urodzin.
- Pamiętam, już wtedy podczas jazdy tramwajem i ochrony Dobromiły doznałem nadludzkiej siły. Dzięki niemu, długo broniłem się przed Martą w lesie. Czy Dobromiła przewidziała, że ją napadną, a ja ujawnię już częściowo swoje zdolności
- Nie przewidziała tego, ponieważ to był czysty przypadek. Ona chciała tylko Ciebie obserwować, z resztą kiedy nastąpi połączenie dusz, może wiedzieć tylko osoba, która jest z wilkiem powiązana, a Ty sam tak jak Twoi bliscy zapomnieli o całej sytuacji.
- Do czego miało służyć ugryzienie mnie.
- Było to przypieczętowanie więzi pomiędzy człowiekiem, a zwierzęciem. Nie wiem tylko czemu o tym zapomniałeś.
- To chyba już nie jest istotne, ważne że żyjemy i za chwilę możemy jechać.
- Paweł, może już wyruszajmy, jeśli mamy zdążyć? - Na zewnątrz gdzie przebywali było już ciemno, a zegary w całym kraju wskazywały godzinę dwudziestą trzecią.
- Dobrze, będziemy znikać. Kiedy kolejne spotkanie, może znów gdy któreś z Nas starci życie?
- Spokojnie, tak już nie będzie. Mogę tylko powiedzieć, że niedługo. Bądźcie pewni, że do tego czasu sporo przeżyjecie i nie traćcie nadziei. Znikam.
Strażnik znikł z oczu tej dwójki, a oni sami odśnieżyli i odpali samochód. Ruszyli w stronę Gdańska i mieli mało czasu na dotarcie do miasta i odwiedzenia jeszcze jednego miejsca.
Dwudziesty piąty dzień lutego zbliżał się wielkimi krokami.

~*~
25 luty, godzina 12:00

Zygmunt, gdy tylko dostał telefon od siostrzeńca na chwilę stracił rozum, na szczęście na krótki okres czasu. Następną rzeczą, którą zrobił było opieprzenie bratanka za stres doświadczony przez niego. Wiedział, że to nie była jego wina, choć musiał wyrzucić na kogoś negatywne emocje nagromadzone przez te kilka dni.
W tej chwili płynął wypożyczoną łodzią motorową w kierunku torpedowi w Gdyńskich Babich Dołach. Budynek był oddalony od brzegu ponad 300 metrów. Powstał on w czasie II wojny światowej do testowania torped przez Niemieckie ośrodki badawcze. Kiedyś prowadziło do niego drewniane molo, a po zakończeniu działań wojennych zostało ono zniszczone.  W tej chwili, aby do niego się dostać należy podpłynąć do niego lub czekać jak morze zamarznie, co zdarza się bardzo rzadko.
Zygmunt płynął do torpedowni, ponieważ otrzymał informację od Pawła, że właśnie tam namierzył sygnał komórkowy telefonu Angeliki, ich przyjaciółki. Paweł przekazał mu też plany względem Dobromiły, które chce poczynić. Wujek był przeciwny jego planom, ponieważ nie chciał go znów stracić.

Musiał swoje przemyślenia zostawić na później, gdyż był już przy budynku umieszczonym w morzu. Używając swoich zdolności wskoczył do niego. Mógł je użyć także w transporcie siebie z brzegu na teren torpedowni, ale nie mógł zrobić tego przy ludziach, którzy ochoczo o tej porze spacerowali po plaży.
Przeszedł kawałek i napotkał na swojej drodze związanych i nie przytomnych młodych ludzi. Był to chłopak i dziewczyna - Angelika i Darek, przyjaciele Marty i Pawła.

~*~
- Jak myślisz, znajdzie ich? - Para zaraz po przyjeździe do Gdańska przybyła do bunkra. Przeszli przez swój pokój i schodzili teraz po schodach w dół do pomieszczenia, które było pod nim.
- Tak, na pewno ich znajdzie, zobaczysz. Pamiętasz co mówił strażnik?
- Pamiętam.
- No widzisz, nie jest źle, wystarczy, że Zygmunt ich znajdzie. - Przebywali już w pomieszczeniu, a przed nimi wyrósł wielki ekran. Chłopak odpalił go i przejrzał monitoring z zewnętrznej kamery. Związku z posiadanym przez nią czujnikiem ruchu łatwo odnalazł moment w którym Dobromiła i ich przyjaciele rozmawiali.
- Ja bym ją chętnie zabiła! - krzyknęła Marta, reagując na to co widziała i słyszała.
- Spokojnie, ona już i tak nie pożyje długo. Teraz widzisz, że wszystko to co on mówił jest prawdą. Oni byli zahipnotyzowani. - Po wypowiedzeniu słowa "zahipnotyzowani" całym bunkrem zatrzęsło, a obecna tu dwójka poczuła chłód podłogi na swoich twarzach. Gdy tylko wstali, zobaczyli co przed chwilą miało tu miejsce.
- Paweł? - Zdezorientowana dziewczyna nie wiedziała co powiedzieć, w przeciwieństwie do jej chłopaka.
- Cholera, to było to hasło. Czas się przygotować!

~*~
Zegary wskazywały godzinę 17:00. O tej porze w mieście na wszystkich drogach trwały nadal korki, a na obwodnicy był wzmożony ruch. W okolicach Otomina była jeszcze cisza, gdyż większość mieszkańców jeszcze nie zdążyła wrócić z pracy i szkół. Związku z tymi okolicznościami do miejsca, gdzie miała być staruszka biegli w postaci wilkołaków, nie krępując się zbytnio przy przebieganiu przez drogi miejscowości. Poloneza Atu, miał wujek Pawła, który pojechał nim po dwójkę ich przyjaciół.
Po morderczym biegu znaleźli się przy polanie, na którą miała przybyć Dobromiła. Byli oni schowani w krzakach w ludzkiej formie, nie licząc dodatków, które na co dzień krępują czarami. Oczekiwali i oczekiwali i minęło już półgodziny. Myśleli, że staruszka tu nie przyjdzie, lecz gdy mieli już rezygnować, wstąpiła na polanę. Co ich zdziwiło nie było z nią dawnego szefa Pawła, nie mogli też go wyczuć.
Nie ujawniając swoich pozycji obserwowali poczynania złej czarownicy, którą w rzeczywistości była. Oczywiście, nie była nią przez całe swoje życie, tylko od momentu wybuchu wielkiej wojny. Z tego co wiedzieli, Black był inny, a trwał przy niej tylko dlatego, aby chronić ją przed samą sobą.
Dobromiła mówiąc w łacińskim języku, wypowiadała zaklęcia. Po skończeniu rytuału, zaskoczona stwierdziła, że nie zadziałały.
- Do jasnej cholery, czemu nic się nie stało?! - Zapytała głośno samą siebie.
- Ponieważ Twój plan był niedoskonały. - Z zaskoczeniem spojrzała w kierunku, z którego dotarła do jej uszu odpowiedź. Zobaczyła jak Paweł i Marta, ubrani w ciemne ciuchy i mający zawieszeni na szyi talizman półksiężyca ywchodzą z zarośli i idą w jej stronę. Zwróciła także na ich wygląd fizyczny, w tym na ich ogony oraz włosy na głowie odzwierciedlające odcienie ich sierści.
- Co?! To jest niemożliwe! - Nadal do Niej nie docierało, że ta dwójka żyje i ma się dobrze. Nie mogła też uwierzyć w postępy jakie poczynili w przemianach. Dostrzegła wewnątrz ich dwie postacie choć mieli mieć jedną. Jej intuicja podpowiadała, że mogą mieszać je z postacią człowieka gdzie po chwili mogła to zobaczyć na własne oczy. Marta z Pawłem idąc do niej, częściowo przemienili się w mieszankę wilkołaka i człowieka. Wyglądali jak ludzie posiadający niektóre części wilka i mający jego 100% siłę, przy 100% świadomości człowieka, nieskażonej prawie wcale zwierzęcym instynktem.
- Zdziwiona, co? - Wycedzili razem przez kły.
- Przecież pisma, mój plan itd.! To nie może się tak skończyć.- Zaczęła miotać błyskawicami, zaklęciami. Nic to jej nie dało, ponieważ para była otoczona niewidzialnym pancerzem, który unicestwiał wszystko co było kierowane w ich stronę.
- No widzisz. - Zaczął Paweł - Pisma mają to do siebie, że nie muszą koniecznie być zgodne z rzeczywistością. Ty sama jesteś już słaba. Nawet nie jesteś zdolna pokonać zwykłego talizmanu.
- Czy nie możesz pogodzić się z śmiercią, tylko przez narażenie życia wszystkich istnień na tej planecie chciałaś być nieśmiertelna?
- Jeszcze mogę coś zrobić. - Dobromiła wstała z ziemi, na której jeszcze była. Jej organizm nie posiadał już dużych pokładów sił, jednak chciała zemścić się na nich za pokrzyżowanie planów.- Mogę Was zmienić w coś co pozbawi was mocy.
- Wiesz, że umrzesz po tym jak użyjesz resztkę sił życiowych? - Marta z Pawłem pomału zaczęli się cofać, jednak nie mogli nigdzie uciec, ponieważ byli na otwartej przestrzeni.
- Zrobię to z przyjemnością, za odebranie mi życia i tym samym pomoc łowcom. - W tej chwili skupiła całą swoją energię w dłoniach i mówiąc kilka słów w niezrozumiałym przez innych języku, wyrzuciła ją w ich stronę. Myśleli, że nie uda im się odeprzeć tak dużej mocy, jednak pomiędzy kulą, a parą wskoczył w ostatniej chwili Black. Całą energię przyjął na swoje ciało i upadł na ziemię. Po chwili upadła także stojąca na przeciw Dobromiła.
- Black, dlaczego to zrobiłeś? - Podbiegł do Afroamerykanina chłopak, pomagając mu wstać.
- Chciałem chociaż was uchronić od Niej, jeśli nie zdołałem jej tego zapewnić - Mówiąc to wskazał na leżącą kobietę, która chciała zamienić tą dwójkę w koty. Gdyby nie BlackIT, Marta z Pawłem byli małymi kotami. Black oczywiście nie wyszedł z tego bez szwanku, jego ciało posiadało koci ogon, pazury oraz kawałki sierści na ciele. Gdyby nie posiadał takiego pokładu magii, nie powstrzymałby czaru i nadal zamieniłaby parę w parkę kociąt.
- Dziękujemy Ci ale czy wszystko w porządku?
- Tak, na pewno tak. - Cała trójka podeszła do leżącej od kilku minut na ziemi Dobromiły. Kobieta tak jak przewidział Paweł umierała. Po chwili zaczęła coś mówić.
-To nie oni.
- Co?
- To nie oni.
- O co chodzi, Black rozumiesz coś z tego? - Paweł był zdezorientowany całą tą sytuacją, nie lubił jak ktoś umierał, a zwłaszcza gdy widzi człowieka, którego sekundy dzielą od śmierci.
- To nie oni, mieli przybyć inni, w innym dniu. - Kobieta wydała z siebie ostatni oddech. Po chwili zmarła. Nie mieli oni czasu zastanowić się o co chodziło Dobromile, ponieważ jak spojrzeli w górę, wszystko zrozumieli.
- A niech mnie! - Krzyknął Paweł i w jednym momencie zaczęli biec, zamieniając się w biegu w wilkołaki.

~*~
- W końcu minęliśmy ulicę Słowackiego i jedziemy normalnie obwodnicą. Jak się czujecie?
- Chyba dobrze, choć gdy uświadomimy sobie co robiliśmy to Nam robi się nie dobrze. - Odpowiedziała Angelika, która nie mogła zrozumieć jak mogła im tak zaszkodzić
- To nie Wasza wina, nie mogliście nic zrobić.
- Niby tak, ale i tak będzie to nas dołowało. - Zaczął mówić Darek. Jego mina sugerowała, że jest zły na siebie, ponieważ nikogo nie uchronił przed działaniem tej staruszki.
- Będzie wszystko dobrze, mówię Wam. Jeszcze dziś do północy myślałem, że oni nie żyją, a tu proszę. Może włączę radio?
- Jasne, warto odprężyć swój umysł. - Oznajmiła dziewczyna. Zygmunt włączył lokalną stację "Radio Gdańsk" gdzie leciał utwór "Listy" zespołu rockowego "Chemia". Nagle utwór został przerwany, a w miejsce niego poleciała muzyczka oznajmująca wiadomości.
- Wiadomości, przecież nie ma jeszcze pełnej godziny?! - Cała trójka bardzo była zdziwiona, lecz rozwiązanie przyszło szybciej niż myśleli.
- "Dzień dobry. Tu Radio Gdańsk. Wiadomość z ostatniej chwili: Jak donoszą radiosłuchacze oraz reporterzy Radia Gdańsk, nad naszym miastem pojawiło się UFO i zmierza on z terenu Gdańska w kierunku Szadółek. Prosimy wszystkich o pozostanie w domach, a kierowców prosimy o jak najszybsze opuszczenie obwodnicy. Na obszarze nad którym znajduje się niezidentyfikowany obiekt latający występują problemy z elektrycznością, urządzeniami elektronicznymi oraz łącznością.
- Co takiego? - Zygmunt nagle stał się nie spokojny. - Ufo, niemożliwe! Przecież nawet my nie mieliśmy nigdy takich sygnałów.
- Lepiej spójrz w górę! - Krzyknął Darek. Gdy tylko Zygmunt to zrobił, prawie uderzył samochodem w barierki energochłonne, lecz w porę odzyskał świadomość i odbił w lewo. Przed nimi, na niebie wyrósł bardzo duży i płaski pojazd kosmiczny. Był to klasyczny "talerz", który był najczęstszym motywem w filmach gdzie występował.
Gdy ich auto zmniejszyło odległość, która była pomiędzy nimi, radio przestało działać, a razem z nim komórki. Zygmunt jednym przyciskiem w samochodzie zmienił tablice rejestracyjne na fałszywe.
- Cholera! Albo to monstrum wywołuje zakłócenia, albo agencja już o wszystkim wie. Dobrze, że w moim samochodzie nie ma za dużo elektroniki.
- Może ten nie ale inne tak, uważaj!

~*~
- Co to do cholery jest?! - Paweł usłyszał głos swojej partnerki w głowie. Właśnie uciekali przed dwoma kosmitami w czarnych płaszczach, którzy gonili ich na dziwnych skuterach powietrznych. Nic oprócz czarnych płaszczy nie mogli zobaczyć, ponieważ jedynym celem była jak najszybsza ucieczka od nich.
- Coś mi mówi, że to o nich mówił strażnik, przecież sprawa z Dobromiłą została zakończona.
- Ale to już, tak szybko? - Biegli z największą prędkością jaką mogli i przebiegli obok jeziora. Manewrowali wśród drzew, aby tamci ich nie złapali. Wiedzieli, że niedługo las się skończy, a na otwartej przestrzeni będą jak na widelcu. Musieli znaleźć bezpieczne miejsce. W zatrważającym tempie tracili siły.

~*~
Zygmunt jechał najszybciej jak tylko mógł, aby dotrzeć do Pawła. Wiedział, że to UFO dotyczyło właśnie niego. Zadanie nie było łatwe, ponieważ nowoczesne samochody głupiały po zakłóceniu działania ich elektroniki i stwarzały bardzo dziwne sytuacje, np. jeden z nich odbił się tak od barierki, że zrobił koziołka w powietrzu i dachował. Polonez ledwo go minął. Teraz wjeżdżali do Otomina i na samym początku musieli chodnikiem wyminąć autobus, który hamując stanął w poprzek. Spanikowani pasażerowie i kierowca MAN-a schronili się w jednym z pobliskich domów. Teraz samochodem kierował Darek, ponieważ znał bardzo dobrze te rejony. Po chwili dotarli na miejsce. Od razu w stronę odmienionego Black-a pobiegł Zygmunt.
- Gdzie jest Paweł, gdzie oni są?!
- Nie wiem, pobiegli w stronę Kiełpina. Ścigają ich dwaj kosmici na ścigaczach, wylecieli oni z tego statku.
- Masz samochód gdzieś w pobliżu?
- Tak.
- To pakuj się do niego z tymi zwłokami i znikaj stąd jak najszybciej. Nie długo będzie tu całe krajowe ABW i kilka innych jego tajnych pododdziałów. Twój wygląd tylko pogarsza sprawę. Darek, wsiadamy do samochodu, jedziemy ich ratować!
Wsiedli do samochodu i odjechali w stronę bunkra, wiedzieli że właśnie tam będą chcieli uzyskać schronienie uciekinierzy. Gdy tylko wyjechali z okolic domków jedno rodzinnych, ruszyli drogą prowadzącą do Kiełpina. Po chwili samochód stanął, a oni zobaczyli jak Marta z Pawłem nieprzytomni zostali złapani do elektromagnetycznej kuli, przyczepieni do pojazdów. Zygmunt niewiele myśląc wyjął broń palną i zaczął w ich stronę strzelać. Niestety nic to nie dało, a na horyzoncie dostrzegł statek-matkę, do którego czarne płaszcze zmierzali. Mężczyzna podbiegł do bagażnika i wyciągnął wyrzutnię rakiet. Miał przy sobie tylko jeden pocisk.
- Zabijesz ich! - Podbiegła do Zygmunta Angela.
- Wolisz żeby zostali ranni, czy porwani gdzieś na drugi koniec wszechświata? - Angelika tylko spojrzała na mężczyznę i odeszła od niego.
- Teraz albo nigdy! - Powiedział Zygmunt i wystrzelił pocisk. Trafił w nich, jednak byli już za blisko statku, który obronił ich magnetyczną tarczą. Po chwili zniknęli w jego wnętrzu wraz z bratankiem oraz jego partnerką. Pojazd po kilku sekundach wydał bardzo głośny ryk i przebijając barierę światła znikł.
- Zarządzam ewakuację! Wsiadać do wozu! Już, już! - Darek i Angelika wypełnili bezzwłocznie jego rozkaz i ruszyli. Zygmunt cały czas jadąc do Kolbud płakał i po głowie chodziło mu tylko jedno: Znów go straciłem. Tym razem na zawsze.


KONIEC CZĘŚCI PIERWSZEJ

-------------------------
Witajcie.
Jak widzicie zakończyłem część pierwszą tego bloga. Mam dla Was kilka pytań:
Co podobało Ci się w tej części opowiadania, a co nie?
Co byś zmienił?
Czy widać postępy pomiędzy rozdziałami, poczynając od pierwszego ,kończąc na ostatnim?

Teraz plany: Chcę poprawić rozdziały od drugiego do dziesiątego, jednak nie od razu i nie wszystkie. Co do następnej części bloga to mam duży dylemat czy napisać tą część, która będzie opowiadała ich historię w kosmosie, czy pominąć ją i napisać część trzecią, gdy już wracają na Ziemię i odwoływać się co jakiś czas do części drugiej? Czy pomożecie mi w wyborze?

Proszę o skomentowanie bloga, gdyż zamierzam za dwa tygodnie rozpocząć pisać rozdział 16, a można przedtem jeszcze dużo poprawić, pozmieniać. Na pewno wyrzucę szczegóły dotyczące roku akcji, ponieważ w tej chwili jestem mocno do tyłu.

Przepraszam, że za dużo nie napiszę, jednak jestem już zmęczony i padam. Nie wykluczam błędów.
Dziękuję za bycie ze mną, w tej chwili mam 6 oficjalnych czytelników, 3 ukrytych oraz kilku anonimów oraz tych co nie komentują. Dzięki za wszystko.

Pozdrowienia dla Magdy, która zdążyła przeczytać dużą część przedpremierowo, gdyż zamiast wciśnięcia przycisku Zapisz, kliknąłem w Opublikuj :)

Cześć, trzymajcie się. Jeśli o czymś zapomniałem to napiszę w komentarzu ;)
Jeszcze opublikuję statystyki z tego bloga :)


Pozdrawiam, MG93 :)

3 komentarze:

  1. Właśnie skończyłam czytać Twojego bloga...
    Muszę przyznać, że ja czytam bardzo dużo blogów/książek o tematyce fantasy (i nie tyko;D) i śmiało mogę porównać Twój styl pisarski do np.: J.K Rowling czy też do S. Mayer... (przyjmij to jako +)
    Piszesz czytelnie, zwięźle, nie ,,lejesz wody'' jak to lubią robić niektórzy blogerzy/pisarze, żeby tylko coś napisać, żeby było dłuższe;D
    Piszesz lekko (nie tak ciężko jak np.: S. King) dzięki czemu fajnie i łatwo się to czyta...
    Osobiście chętnie przeczytam to, co wymyśliłeś na temat tego, co było w kosmosie;D
    Chce Ci również zaproponować, abyś spróbował pisać z ich perspektywy, żebyś mógł dokładniej opisać ich uczucia...
    I jeszcze jedno, mianowicie... spróbuj nie pisać czegoś typu ,, stało się coś co dopiero teraz wiem, że miało jakiś sens...'', w sensie pisz tylko to co jest wiadome w danym momencie,a nie tak jakby to było opowiadane przez kogoś, tego, co przeżył...
    Wiem, ten komentarz nie ma sensu, ale... moje wypowiedzi nigdy nie mają sensu...
    Pozdrawiam i czekam na nowe rozdziały ;D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Skończyłem wprowadzać kilka poprawek do tego rozdziału :). Twój komentarz jest nie jest bezsensu. Powiem Ci szczerze, że jestem pozytywnie zaskoczony Twoją opinią. Oczywiście kilka osób podkreślało, że dobrze piszę choć myślałem, że chcą mnie nie dobijać, zwłaszcza że ja zauważam swoje niedoskonałości.
      Oczywiście zastosuję Twoje wskazówki w praktyce i już teraz staram się nie używać pisania z czyjejś perspektywy. Kilkukrotnie w tym opowiadaniu użyłem perspektywy bohaterów, lecz za rzadko. Prawdopodobnie zmienię to w drugiej części, lecz dopiero od rozdziału 17, szesnasty będzie podsumowaniem wydarzeń części pierwszej oraz kilka chwil po porwaniu i zmianach które nastąpiły.

      Jeszcze raz dziękuję, to na pewno mi poprawiło humor i zachęciło do dalszej pracy :)

      Pozdrawiam ;)

      Usuń
  2. Chciałbym podziękować Oliwi Loue za "ochrzan" (żartuję :p) na gg za błędy i ich wytknięcie. Jakby co, już poprawiłem :)

    OdpowiedzUsuń